rosja_sankcje

W Rosji będą karać ludzi za jedzenie zachodniej żywności!

Jeśli nieopatrznie kupisz na bazarze lub w sklepie polskie jabłka albo „imperialistyczne kurczaki” – nie będzie dla ciebie litości.

Rosyjskie Ministerstwo Finansów przygotowało projekt ustawy, która nakłada na obywateli kary za kupowanie zachodniej żywności – donosi „Moskowskij Komsomolec”. Zgodnie z nią, „osoby fizyczne, które nabędą wewnątrz kraju dla własnych potrzeb” objętą sankcjami zachodnią żywność zostaną ukarane „grzywną w wysokości od 3 tys. do 5 tys. rubli” (210-350 złotych).

Najwyraźniej zażarta walka z nienawistną żywnością z Zachodu, którą rosyjskie władze heroicznie prowadzą na swoich granicach, nie przynosi pożądanego skutku. Norweskie łososie i francuskie sery nadal przekradają się podstępnie do kraju i atakują patriotyczne żołądki obywateli, nie bojąc się ani spalenia na stosie, ani zgniecenia przez gąsienice buldożerów.

Czas więc przenieść pierwszą linię frontu walki żywnościowej bezpośrednio na bazary i do sklepów, aby klientom odechciało się kupowania zakazanych produktów. Temu właśnie służyć ma nowa ustawa, która obejmie także żywność z krajów Unii Euroazjatyckiej, a więc z Białorusi, Armenii i Kazachstanu, które reeksportują do Rosji zachodnie produkty w swoich opakowaniach.

Karani będą zarówno kupujący, jak i sprzedający, gdyż nowe prawo wprowadza „zakaz jakichkolwiek transakcji związanych z żywnością, której wwóz na teren Federacji Rosyjskiej jest zabroniony”, w tym zakaz „sprzedaży, kupna, przechowywania i transportu”.

Problem w tym, że przemycone do Rosji zachodnie produkty na straganach i półkach nie mają na sobie wcale napisane, że pochodzą z UE lub USA. Najczęściej udają produkty białoruskie lub rdzennie rosyjskie. Skąd więc klient ma wiedzieć, że kupując te akurat jabłka czy mięso dopuszcza się „potwornej zbrodni”?

Nawet proputinowski „Moskowskij Komsomolec” dostrzega absurdalność nowych przepisów. „Kupując towary mało kto patrzy na ich pochodzenie. Zresztą i tak etykiety mogą być podrobione. Ta ustawa jest wręcz sprzeczna z Konstytucją” – mówi w rozmowie z gazetą szef rosyjskiego Związku Konsumentów Piotr Szczeliszcz.

Eksperci zwracają też uwagę, że zakaz importu do Rosji zachodniej żywności fatalnie wpłynął na rosyjski rynek, gdyż rodzimi producenci wykorzystali deficyt towarów i brak konkurencji do windowania cen. Żywność stała się znacznie droższa, a jej jakość spadła.

Kreml pozostaje jednak niewzruszony i nie mogąc zwalczyć przemytu zamierza teraz uderzyć bezpośrednio w obywateli. W takiej sytuacji Rosjanie, którzy nieopatrznie kupią „zakazaną żywność”, mają już chyba tylko jeden sposób ratunku, gdy w środku nocy usłyszą stanowcze pukanie do drzwi: natychmiast rzucić się do lodówki i błyskawicznie zeżreć wszystkie „dowody rzeczowe”.

Chyba, że służby Władimira Putina zamierzają badać „legalność” żywności także po opuszczeniu przez nią przewodu pokarmowego?

Czytaj także: Dzień Triumfu nad Polskimi Jabłkami? W Rosji chcą zrobić ogłoszenie sankcji na żywność świętem narodowym

Nowa Platforma 5Portali+1 Przeglądaj wygodnie aż sześć polskich serwisów informacyjnych na raz!

Reporters.pl

Powiązane artykuły

Podziel się z innymi: