Sztokholm_zamach_bohater

Skromny bohater ze Sztokholmu. Gdyby nie on, ofiar mogły być setki

By Dział: Przestępczość i Terror | 9 kwietnia 2017

Jego zimna krew i błyskawiczna reakcja zapobiegły w piątek masowej masakrze.

Gdyby 27-letni ochroniarz Santiago Cueva nie zagadał się tego dnia z kolegą w czasie lunchu i nie został w barze o 10 minut dłużej niż zwykle, ofiar zamachu w Sztokholmie mogło być nie 4 a 400. W pierwszych chwilach po ataku nikt nie zwrócił uwagi na to, co zrobił ten człowiek. Dopiero teraz świadkowie i policja zaczynają rozumieć ile istnień ludzkich uratował.

Santiago zaparkował swojego vana koło baru w czasie przerwy obiadowej i już miał wracać do pracy kiedy nagle zobaczył pędzącą deptakiem ciężarówkę. „Zobaczyłem jak ciężarówka rozbija latarnie, miażdży ławki i donice. Potem zobaczyłem ludzi wyrzuconych w powietrze uderzeniem” – opowiada.

„Zrozumiałem od razu, że kierowca chce dojechać prosto ulicą Drottningatan do Parlamentu, który jest 500 metrów od tego miejsca. Postanowiłem nie dopuścić, żeby uderzył w Parlament i miażdżył po drodze ludzi” – mówi Cueva.

Mężczyzna błyskawicznie wskoczył do swojego vana, uruchomił silnik i ruszył na spotkanie nadjeżdżającej ciężarówki. Nie zastanawiał się, że może ona być wypełniona materiałami wybuchowymi i wyleci wraz z nią w powietrze.

„Nie bałem się. To było dziwne uczucie. Ciężarówka jechała na mnie, ale ja skupiłem się, żeby ochronić ludzi. Zajechałem więc jej drogę, żeby ją zatrzymać. Najbardziej z tamtej chwili zapamiętałem hałas. Dźwięk ciężarówki i odgłosy uderzania w ludzi. Nie było miło to słyszeć i widzieć” – opowiada.

Najwyraźniej 39-letni uzbecki terrorysta Rachmat Akiłow nie spodziewał się takiej przeszkody na swojej drodze. „Myślę, że spanikował i stracił kontrolę nad kierownicą” – mówi dzielny ochroniarz. Ciężarówka próbowała ominąć vana, cofać, a kiedy terrorysta zrozumiał, że został zablokowany – uderzył w witrynę sklepu Ahlens.

Cueva nie tracił czasu – natychmiast wyskoczył ze swojego vana i rzucił się udzielać pomocy rannym. „Widziałem rzeczy straszne. Widziałem leżące ciała zabitych. Niektórzy krzyczeli. Ranna kobieta leżała koło ciężarówki” – opowiada Santiago.

Mimo to, to właśnie on – zanim jeszcze pojawiła się policja – opanował wybuch paniki i wraz z kolegą skoordynował pomoc. W czasie kiedy jedni pomagali rannym, inni stali i robili zdjęcia i filmy komórkami.

„Wszystko działo się bardzo szybko. Dookoła biegało wielu rodziców, którzy w tym zamieszaniu pogubili dzieci. Nie chcieli odejść pomimo, że ciężarówka zaczęła się palić. Ale odciągnęliśmy ich i pozostałych bo nie mieliśmy pewności, czy w ciężarówce nie ma bomby” – mówi Cueva. Wiemy już, że policja znalazła potem w ciężarówce podejrzany ładunek, który obecnie bada.

„Absolutnie nie uważam się za bohatera. To był mój obowiązek. Miałem na sobie mundur, choć i nie policyjny, a ludzie w takich chwilach potrzebują kogoś w mundurze. W sumie chyba dobrze, że zostałem dłużej na tym lunchu i próbowałem coś zrobić” – przyznaje ochroniarz.

Czytaj także: Policja badająca zamach w Sztokholmie zaatakowana kamieniami!

Nowa Platforma 5Portali+1 Przeglądaj wygodnie aż sześć polskich serwisów informacyjnych na raz!

Reporters.pl

Powiązane artykuły

Podziel się z innymi: