Pracownice „negocjowalnego afektu” wyszły (jeszcze bardziej niż zazwyczaj) na ulice w obronie… swoich klientów.

O jedną wylęgarnię terroryzmu mniej, tylko ile ich jeszcze zostało?

Medialny totalitaryzm – inaczej tego nazwać nie można.

Coś takiego zaczęli sprzedawać w Holandii i Belgii.

Jak bronić Europę przed islamską zagładą, skoro same media ją promują, a władze płacą ekstremistom?