Świąteczna promocja dla terrorystów! Wysadzajcie w weekendy…

By Dział: Przestępczość i Terror W popularnych | 26 października 2017

Niemiecka policja ma dla zamachowców specjalną ofertę.

Informacje, które ujawnił federalny prokurator śledczy Bruno Jost, z pewnością pomogą islamskim terrorystom działać skuteczniej. Teraz nie będą już musieli obawiać się, że śledzi ich policja, która może im przeszkodzić w podłożeniu kolejnej bomby lub wjechaniu samochodem w ludzi.

W 72-stronicowym raporcie, cytowanym przez Breitbart, prokurator opisuje szokujące zaniedbania niemieckich służb, które pozwoliły m.in. tunezyjskiemu terroryście Anisowi Amriemu dokonać zamachu na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie, gdzie porwanym zamordowanemu polskiemu kierowcy TIR-em wjechał on w tłum zabijając 12 osób i raniąc ponad 50.

Już wcześniej okazało się, że zamachowiec znajdował się na policyjnej liście podejrzanych przestępców i powinien zostać deportowany z Niemiec. Teraz wychodzi na jaw dlaczego policja zrezygnowała z jego zatrzymania i nie zapobiegła krwawemu atakowi.


Otóż jak wynika z raportu, Amri został zaliczony do kategorii terrorystów, których Policja Kryminalna monitorowała tylko “sporadycznie”. Chodzi o to, że mając do “obsłużenia” 24.400 podejrzanych “aktywnych islamistów” figurujących na liście niemieckich służb specjalnych BfV, funkcjonariusze nie są już w stanie śledzić każdego z nich.

Wymyślono więc system, w którym terroryści “są monitorowani” tylko w dni powszednie, a w weekendy i święta “mają wolne”. Innymi słowy – wtedy mogą robić co im się żywnie podoba mając pewność, że żadna policja im nie przeszkodzi.


Aby dodatkowo zmniejszyć obciążenie policjantów, terrorystów podzielono na tych, którzy są najbardziej groźni i tych, którzy w opinii policji “nie stanowią natychmiastowego zagrożenia”. Są to tacy, o których wiadomo, że należą do grup terrorystycznych, ale według policji nie chcą na razie dokonać żadnego zamachu.


Ciekawe jakimi metodami policja ocenia, co się w danej chwili dzieje w głowach potencjalnych zamachowców? Amri był właśnie z kategorii tych “nienatychmiastowych”. Natomiast liczbę tych, którzy “chcieliby wysadzać już” federalna policja BKA ocenia na 705. Ci – teoretycznie – nie powinni mieć “wolnego” nawet w weekendy. Czy faktycznie nie mają? Nie wiadomo.

Trzeba jednak przyznać funkcjonariuszom, że i tak działają na krawędzi wytrzymałości – w tym roku prokuratorzy w Niemczech wszczęli już ponad 900 śledztw w sprawach o terroryzm, gdy w 2016 r. było to tylko 240 spraw, a np. w roku 2013 – tylko 80.

Mimo to metody działania Berlińskiej Policji Kryminalnej LKA prokurator Jost ocenia jako “nieodpowiednie, spóźnione, nieskuteczne i nieprofesjonalne”, nie pozostawiając na niemieckich służbach suchej nitki. “Gdyby działały tak jak trzeba, zamachowi w Berlinie można było prawie na pewno zapobiec” – ocenia autor raportu, cytowany przez Der Spiegel.

Do tego dochodzi – jego zdaniem – kompletny brak komunikacji między poszczególnymi formacjami policji i prokuraturą i niejasny podział kompetencji, które w przypadku Amriego przyczyniły się do tego, że nikt go na czas nie aresztował i nie deportował.

Zarzuty prokuratora dotyczą zresztą nie tylko policji w Berlinie. Okazuje się bowiem, że już wcześniej we Friedrichshafen w Badenii-Wirtembergii Amri został przyłapany na posiadaniu dwóch fałszywych włoskich dowodów tożsamości (dziś wiemy, że miał ich łącznie 14). Jednak pomimo, że jest to przestępstwo, Amri został zwyczajnie wypuszczony na wolność.

Wkrótce prokurator Jost zamierza też ujawnić w jaki sposób niemiecka policja – już po zamachu w Berlinie – fałszowała dowody, aby ukryć wszystkie swoje błędy i zaniedbania w tej sprawie. A tymczasem zbliża się kolejny weekend, a już wkrótce – kolejne Boże Narodzenie.

Niemcom pozostaje tylko mieć nadzieję, że jeszcze tym razem islamscy terroryści nie postanowią skorzystać z “weekendowej policyjnej promocji”.

Reporters.pl

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow