Niemcy rwą włosy z głowy: “Niepotrzebnie oddaliśmy Polsce nasze czołgi!”

By Dział: Armia i Wojna W popularnych | 3 listopada 2017

“Ostrzegałem wtedy: przyjdzie dzień, gdy będziemy żałowali, że pozbyliśmy się tych czołgów” – przyznaje w rozmowie z “Rzeczpospolitą” niemiecki generał brygady Klaus Wittmann.

Według niego, gdyby dziś doszło do wojny z Rosją, Niemcy mogłyby wystawić do walki tylko jedną ciężką dywizję. Niecałe trzy lata temu “Sueddeutsche Zeitung” pisało, że do dyspozycji sił zbrojnych Niemiec pozostało tylko 287 zmodyfikowanych Leopardów 2A4.

“Kraj, który jest położony w centrum Europy, ponosi większą odpowiedzialności za bezpieczeństwo kontynentu, niż powiedzmy Portugalia. Nie chcemy wrócić do okresu zimnej wojny, kiedy mieliśmy zupełnie wyjątkową koncentrację sił na terenie Niemiec, ale nie możemy też być słabi” – przyznaje niemiecki generał.

“Ostrzegałem, że przyjdzie dzień, kiedy będziemy żałowali, że pozbyliśmy się tych czołgów” – dodaje. Przypomnijmy, że 128 niemieckich Leopardów trafiło do polskiej armii w latach 2002-2003 za symboliczne 1 euro.


Narzekano wprawdzie, że nie są one najnowocześniejsze, ale dziś Leopardy stanowią trzon polskich wojsk pancernych i przechodzą właśnie modernizację w zakładach Bumar do “spolonizowanej” wersji 2 PL. Wojsko Polskie ma obecnie 11 batalionów pancernych wyposażonych w 900 czołgów, w tym 4 wyposażone w Leopard 2.

Minister obrony Antoni Macierewicz chce jednak kupić jeszcze 50 Leopardów 2A4, zapewne tym razem od Hiszpanii, gdyż Niemcy nie mają już używanych czołgów na sprzedaż. Mówi się też o planach budowy zupełnie nowego typu własnych polskich czołgów.


Tymczasem niemiecki generał przyznaje, że armia Niemiec nie jest w dobrym stanie. Nadal liczy wprawdzie teoretycznie 185 tys. żołnierzy, ale w praktyce o 10 tys. mniej. “Gdy podjęliśmy się zorganizowania tzw. szpicy NATO, czyli sił szybkiego reagowania, musieliśmy zbierać ludzi i sprzęt z wielu jednostek” – ujawnia.


“Niektóre rodzaje sił zbrojnych w ogóle zostały zlikwidowane. Obrona powietrzna praktycznie nie istnieje. Mamy tylko trzy-cztery bataliony artyleryjskie, podczas gdy w okresie zimnej wojny było ich 85. To samo z batalionami pancernymi, mamy ich 3, czwarty jest formowany. Przed 1989 r. było ich 60-70” – wylicza Wittmann.

Obecnie Niemcy wydają na wojsko 1,2 proc. PKB i dopiero do 2024 r. wydatki te mają wzrosnąć do wymaganego przez NATO poziomu 2 proc. PKB. Ponieważ jednak budżet Niemiec jest największy w Europie to faktycznie na armię jest przeznaczane 35 mld euro rocznie – trzy razy więcej niż w Polsce.

Jeśli zgodnie z planem wydatki militarne Niemiec rzeczywiście dojdą do 75 mld euro, to wyprzedzać ich będą tylko Chiny i USA, a niemiecka armia stanie się największa w Europie. Problem w tym, że na razie to są głównie plany, a błyskawiczna islamizacja kraju i lewicowa ideologia nie sprzyjają zwiększeniu zdolności obronnych Niemiec w ramach NATO.

Trudno też mówić o szczególnym “duchu bojowym” w Niemczech. Już dziś w sondażu instytutu Pew, 65 proc. Niemców zadeklarowało, że nie chce brać udziału w wojnie w obronie krajów bałtyckich, jeśli zaatakuje je Rosja – przypomina generał Wittmann, choć zastrzega, że może to być kwestia tego jak sformułuje się pytanie.

Reporters.pl / Wykorzystano fragmenty rozmowy z gen. Klausem Wittmannem, byłym dyrektorem Akademii Dowodzenia Bundeswehry i Akademii Planowania NATO w Rzymie, przeprowadzonej przez Jędrzeja Bieleckiego z “Rzeczpospolitej”. Cały wywiad – na stronie Rzeczpospolitej.

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow