TOP-10 najdziwniejszych wydarzeń w dziejach Polski

By Dział: Historia W popularnych | 2 lipca 2016

Konstytucja 3 Maja uchwalona przez pomyłkę? Król Zygmunt III Waza podpalający Wawel? Upadek Insurekcji Kościuszkowskiej z powodu braku mapy? Te i pozostałe wydarzenia łączy jedno – są dziwne i niezwykłe, a większość z nich nie jest szeroko znana współczesnym Polakom.

1. Narkotyczne skłonności przyczyną porażek żołnierzy Stefana Batorego i… upadku pszczelarstwa.

Choć król ten odniósł wiele zwycięstw i był z pewnością jednym z największych wodzów w naszej historii, to czasem miał ze swoimi ludźmi poważne problemy. Tak było w czasie nieudanego 5-miesięcznego oblężenia Pskowa na przełomie lat 1581-82. W decydującym szturmie na Rosjan, w którym brało udział kilkanaście tysięcy polskich żołnierzy, udało im się wprawdzie opanować jedną basztę i zrobić wyłom w murach, ale do miasta się wedrzeć nie zdołali.

Wpadkę zaliczyli też ich koledzy rok wcześniej pod Wielkimi Łukami, kiedy to nieroztropnie rabując zaniedbali gaszenie pożaru, czym doprowadzili do wybuchu prochowni, ginąc na miejscu i przy okazji niszcząc zdobytą twierdzę.


O te niepowodzenia Batory obwiniał niskie morale żołnierzy, które jego zdaniem zostało spowodowane ich masowym narkotyzowaniem się nasionami derenia. W związku z tym kazał wytrzebić w Koronie wszelkie krzewy tej rośliny.

Spowodowało to załamanie się w Polsce produkcji miodów pitnych, gdyż krzewy derenia służyły pszczołom do zbierania nektaru. To z kolei doprowadziło potem do masowego rozprzestrzenienia się w Polsce gorzałki, ze wszystkimi tego zgubnymi konsekwencjami.


Informacje o narkotyzowaniu się przez rycerzy dereniem i jego późniejszym wytępieniu pochodzą ze źródeł pszczelarskich, które najwyraźniej uznały to za ważny fakt godny odnotowania.


oblezenie_pskowa

Oblężenie Pskowa przez Stefana Batorego

2. Rosyjski Wielki Książę Konstanty bijący brawo Polakom w czasie Bitwy pod Olszynką Grochowską.

Brat cara Rosji, choć wcześniej obalony i wygnany w niesławie z Warszawy przez powstańców listopadowych w 1830 r., ten były naczelny wódz armii Królestwa Polskiego najwyraźniej żywił wielki sentyment do swoich dawnych żołnierzy, choć wcześniej traktował ich sadystycznie.

Jego otwarcie wyrażany podziw dla Wojska Polskiego budził wielkie oburzenie rosyjskich oficerów, którzy odnotowali to w swoich pamiętnikach.

Podobno w czasie tłumienia Powstania Listopadowego, chodząc po rosyjskiej kwaterze głównej w Miłosnej nucił sobie “Jeszcze Polska nie zginęła”. Z kolei po przegranej przez Rosjan Bitwie pod Stoczkiem kpił z rosyjskich dowódców „wysyłając ich na naukę do Polaków”.

W Bitwie pod Olszynką Grochowską przeszedł jednak samego siebie. “To jest dopiero armia!” – mówił z podziwem do głównodowodzącego Iwana Dybicza widząc dzielną obronę Polaków. A na widok szarży polskiego pułku jazdy nie wytrzymał i zaczął bić brawo krzycząc euforycznie: “Dobrze, dobrze, dzieci!”, „Moi żołnierze!”, „Żołnierze polscy to najlepsi na świecie żołnierze!” Relacja ta pojawia się w wielu rosyjskich źródłach opisana przez świadków.

Bitwa_pod_Olszynka_Grochowska

3. Szaszłyk z 6-ciu Moskali. Słynne to zdarzenie miało miejsce w czasie bitwy z Rosjanami pod Połonką w 1660 r., gdzie husaria polska i litewska dosłownie zmasakrowały potężną armię Iwana Chowańskiego. Wtedy to nieznany z imienia husarz przebił na raz kopią sześciu piechurów wroga, nadziewając ich na makabryczny „szaszłyk”.

O zdarzeniu tym wiemy z napisanego kilka dni później listu hetmana Pawła Sapiehy, który wraz ze Stefanem Czarnieckim dowodził w tej bitwie:

„(…) zamieszała husaria z kopiami piechotę, i tak szczęśliwie sprawiła się, iż żaden drzewca darmować nie skruszył. Jam tego nie widział, ale godny wiary towarzysz powiada, iż sześciu na jednej kopiej widział Moskałów!”

Czy to była prawda czy tylko mit husarski – dziś nikt już tego nie rozstrzygnie. Argument, że gdyby takie zdarzenie miało miejsce to Sapieha na pewno pojechałby to zobaczyć na własne oczy, czego nie uczynił, uważamy za słaby. W tamtej sytuacji mogło być tysiąc powodów, że tego nie zrobił.

Może nie miał czasu, coś pilnego mu wypadło, może dowiedział się o tym za późno, kiedy z pobojowiska pozbierano już trupy, może wcale nie przepadał za takimi widokami, których miał w krwawych bitwach pod dostatkiem, może husarz, który tego dokonał także poległ i w zamęcie bitewnym pozostał anonimowy, a może takich zdarzeń było więcej, a tylko to zachowało się w relacji pisemnej.

Aby przekonać się do czego była zdolna polska husaria wystarczy przypomnieć inne bitwy z jej udziałem. Oprócz wspomnianej bitwy pod Połonką, chociażby tę słynną pod Kircholmem w 1605 r., gdzie husaria zabiła 7 tys. żołnierzy szwedzkich, sama tracąc tylko 100.

Pod Kłuszynem w 1610 r. Rosjan było tylu, że niektóre polskie chorągwie musiały po 10 razy szarżować na przeciwnika, tracąc 220 zabitych, a same zabijając 5 tys. Pod Chocimiem w 1621 r. Polacy rozgromili 15-krotkie liczniejszych Turków, na widok czego sułtan Osman II rozpłakał się ze złości. Czy wreszcie słynna Odsiecz Wiedeńska z 1683 r.

Takich bitew polscy husarzy stoczyli mnóstwo i nawet szarżowanie na 25-krotnie liczniejszego wroga nie robiło na nich wrażenia. Na tym tle „szaszłyk z 6-ciu Moskali”, choć wydaje się zdarzeniem niezwykłym, wcale nie jest nieprawdopodobny.

polska_husaria

4. Uchwalenie Konstytucji 3 Maja przez pomyłkę.

Tak zdarzenie to opisywał historyk Karol Zbyszewski w swojej książce „Niemcewicz od przodu i tyłu”:

„ (…) już upłynęło 7 bitych godzin, terkot nie ustaje, grozi, że sprawa ugrzęźnie i sesja – jak dziesiątki innych – przez upór paru gadułów, skończy się na niczym. Protestowicze prą właśnie do tego.

Gdy zacofańcy wysuwają coraz nowe obiekcje, gdy przywódcy patriotów tracą głowę, wdają się w niepotrzebne dyskusje, wzmaga się zamęt, czas ucieka, gdy sytuacja wygląda coraz beznadziejniej – nagle wstaje Michał Zabiełło, poseł inflancki z rozkazu Potiemkina, i zagłuszając perorującego przeciw ustawie opozycjonistę (Suchorzewskiego), woła:

– Prosimy Waszą Królewską Mość, abyś wezwał stany do zaprzysiężenia konstytucji i najpierwszy ową przysięgę wykonał!

(…) Stropiony opozycjonista milknie, król podnosi rękę na znak, że chce mówić (po raz czwarty!), Suchorzewski wyobraża sobie, że podnosi ją do ślubowania, więc rzuca się do tronu na czworakach wrzeszcząc:

– Nie przysięgaj, boś już raz Bogu i Ojczyźnie przysiągł… Słyszą to arbitrzy, uradowani krzyczą co sił:

– Wiwat król! Wiwat konstytucja!

Patrioci zachwyceni urojoną decyzją monarszą wybiegają z ław, hurmem lecą do tronu; Suchorzewski pada w tłoku, trochę go nadeptują (…)

Zwarty tłum wokół Stanisława Augusta; zdumiony król widzi, że niesposób zwlekać, podpychany dziesiątkami rąk wgramala się na tron, woła do biskupa Turskiego:

– Przeczytaj mi, Mości Biskupie, rotę przysięgi! A powtórzywszy za Turskim formułkę, wzywa:

– Kto tak kocha ojczyznę, jak ja – proszę za mną, do kościoła, na ślubowanie…”.

Konstytucja_3_Maja1

Na obrazie Matejki “Konstytucja 3 Maja” poseł Jan Suchorzewski leży na ziemi usiłując powstrzymać króla

5. Upadek Insurekcji Kościuszkowskiej z powodu… braku mapy.

Pozostajemy w czasach króla Stanisława, pod którego rządami na brak kuriozalnych zdarzeń nie można raczej narzekać. Jednak to, pozornie drobne, miało dla Polski szczególnie zgubne skutki, gdyż przesądziło o upadku powstania Kościuszki i utracie na długie lata niepodległości ze wszystkimi tego konsekwencjami.

A wszystko przez głupi kolekcjonerski egoizm króla, który w przededniu zakończonej tragiczną klęską bitwy pod Maciejowicami odmówił Kościuszce wypożyczenia mapy. Raz jeszcze odwołamy się Zbyszewskiego, który tak przedstawia rozmowę Naczelnika z królem:

– Mam i ja jedną wielką prośbę do Waszej Królewskiej Mości.

– No?                                                                         

– Wasza Królewska Mość ma znakomite mapy kraju. Przy obrotach wojennych dokładne mapy to połowa zwycięstwa, a my w sztabie posługujemy się śmieciami. Dla dobra ojczyzny usilnie proszę o pożyczenie mi tych map.

– Waszmościny jeniusz więcej wart niż moje mapy. W obozie pobrudzą się, zniszczą, będziecie je szpilkami nakłuwać. A ja 20 lat zabiegałem o nie, jeometrom płaciłem. Nie, nie mogę.

– Tak nam są potrzebne W. Kr. Mość, od wiernej mapy wygranie bitwy może zależeć.

– Mnie też są one niezbędne; podczas podróży kieruję się nimi gdzie na obiad, gdzie na nocleg zajechać.

– Rozumiem doniosłość tych rzeczy, ale tu mapy na rewolucji całej mogą zaważyć.

– Dam ja waćpanu co innego, ale map naprawdę nie widzę możności…

(…) Nie otrzymawszy od króla dobrych, precyzyjnych map – posługiwał się wadliwymi paskudztwami, z których wynikało, że Wieprz i Białki, gdzie stał Poniński, są odległe od Maciejowic o 21 klm. Cały sztab patrząc na rozpięte przez szczuplutkiego Fiszera mapy, sądził podobnież.

Naczelnik zatem obliczał rzeczowo: kurier doręczy rozkaz najpóźniej o 5-ej rano, Poniński jest w pogotowiu, ruszy niezwłocznie, przybędzie na pole bitwy o 9-ej, wyjątkowo może o 10-ej, no, idąc na czworakach nawet – najpóźniej o 11-ej przed południem. A z nim decydujący cios i zwycięstwo.

Lecz złe mapy zwiodły Kościuszkę. Białki były nie o 21 klm od Maciejowic, a o równe 35; te dwie mile więcej psuły całą kalkulację; jadący po omacku goniec nie mógł oddać rozkazu przed 7-mą rano, Poniński idąc najśpieszniej nie mógł zdążyć przed jaką 3-4-tą po południu.

(…) Gdyby Kościuszko miał dobre mapy króla nie myliłby się w swych obliczeniach odległościowych, ściągnąłby Ponińskiego w porę. Sknerstwo Kluchosława (tak Zbyszewski nazywa króla) spowodowało klęskę. Odkąd wstąpił na tron, żadna katastrofa nie spadła na Polską bez jego udziału. Maciejowice – ostatnia, ostateczna nie była wyjątkiem.

Kościuszko pod Maciejowicami

Kościuszko pod Maciejowicami

6. Największego napadu rabunkowego w historii Polski dokonał… Józef Piłsudski.

A wraz z nim m.in. trzech innych późniejszych premierów RP – Walery Sławek, Aleksander Prystor i Tomasz Arciszewski. „Napad czterech premierów” na przewożący gotówkę carski pociąg pocztowy miał miejsce 26 września 1908 r. na stacji Bezdany, 25 km od Wilna. Zasługuje on na uwagę nie tylko ze względu na skład uczestników, ówczesnych bojowców PPS, ale także z powodu zdumiewającego przebiegu no i niebagatelnej suma, która wpadła w ich ręce.

Rozpoczęło się fatalnie 19 września 1908 r., kiedy napastnicy podjęli pierwszą próbę. Grupa bojowców, która miała przybyć z Warszawy spóźniła się, a druga grupa, która wyruszyła z Wilna… zgubiła się w lesie. Na czas nie dotarła także broń.

W tej sytuacji Piłsudski postanowił odwołać całą akcję, ale nie poinformowano o tym grupy z Warszawy. Po dotarciu na miejsce bojowcy ze stolicy wyskoczyli na peron i zajęli miejsca czekając na sygnał do ataku, którym miał być wybuch bomby zdetonowanej przez grupę z Wilna.

Nic takiego jednak nie nastąpiło. Skonsternowani bojowcy uznali, że pomylili stacje, więc wsiedli do pociągu i pojechali na następną, gdzie powtórzyli ten sam bezsensowny manewr. To, że ich dziwne zachowanie nie zaalarmowało carskiej ochrony pociągu i żandarmów na stacji należy zawdzięczać tylko wyjątkowemu brakowi czujności tych ostatnich.

Przy drugim podejściu – 26 września – wszystko poszło już jak należy, choć i tym razem nie obyło się bez drobnej wpadki kiedy w drodze do Bezdan jeden z bojowców stłukł butelkę z amoniakiem i poparzył się.

Dalej wszystko odbyło się zgodnie z planem. Jeden zamachowiec zniszczył telefon i telegraf na stacji, drugi z bombą w ręku trzymał w szachu wszystkich na peronie. Drugą bombą zabito ostrzeliwujących się z wagonu żandarmów. Napastnicy wdarli się do przedziału pocztowego i pod groźbą zdetonowania kolejnej bomby zmusili do poddania się pozostałych konwojentów.

W ręce napastników wpadła olbrzymia fortuna – ponad 200 tys. carskich rubli. Dla porównania powiedzmy, że w tamtym czasie za 1000 rubli można było kupić całkiem porządną posiadłość z domem w dobrym stanie, budynkami gospodarskimi i 7 ha gruntu.

Rosjanie złapali potem 4 z 17-tu bojowców i skazali na śmierć, ale wyrok zamieniono im na katorgę.

Uzyskane środki Piłsudski przeznaczył na powstającą w Galicji polską organizację wojskową – Związek Walki Czynnej, na wsparcie rodzin uwięzionych towarzyszy i na późniejsze utworzenie polskich organizacji strzeleckich, które tak bardzo przyczyniły się do odzyskania potem przez Polskę niepodległości.

Co ciekawe, jak czytamy choćby we wspomnieniach Mieczysława Jałowieckiego, polskie ziemiaństwo z Wileńszczyzny – choć patriotyczne – bynajmniej nie popierało takich metod działania swojego rodaka Piłsudskiego. Z tego powodu – choć sam kresowiak – nie był on dobrze widziany na kresowych salonach, czasem nawet po 1918 r. „No bo walka walką, ale żeby zaraz tak napadać na pociąg…”.

Tymczasem Piłsudski pisał przed akcją w Bezdanach w jednym ze swoich listów do Feliksa Perla: „Moneta! Niech ją diabli wezmą, jak nią gardzę, ale wolę ją brać tak jak zdobycz w walce, niż żebrać o nią u zdziecinniałego z tchórzostwa społeczeństwa polskiego”.

Napad bojówki PPS na pociąg pod Rogowem w 1906 r.

Napad bojówki PPS na pociąg pod Rogowem w 1906 r.

7. Ostturkmenische Waffen SS – Wschodnio-turkmeńskie Waffen SS.

Tę kuriozalną „formację” z udziałem Polaków opisuje Józef Mackiewicz w jednym ze swoich felietonów wspomnieniowych z czasu II wojny. Był luty 1945 r. Tłumy cywilów uciekających na zachód przed sowiecką ofensywą, w tym wielu Polaków, bezskutecznie usiłowały dotrzeć z bombardowanego Wiednia do Włoch, aby tam przedostać się na stronę zachodnich aliantów.

Było to jednak niemożliwe – Niemcy zarekwirowali wszystkie pociągi dla wojska. Wtedy w totalnym chaosie ktoś przytomny wpadł na pomysł… zresztą oddajmy głos samemu Mackiewiczowi:

„Wyjazd z Wiednia nastąpił w drugiej połowie lutego 1945. Wykoncypowana została taka typowa dla okresu hitlerowskiego reżymu „lipa”, a jedna z największych jakiej byłem świadkiem: kilku Tatarów krymskich, litewsko-polskich, kilku Karaimów z Trok, kilku Gruzinów i jeden Azerbejdżanin.

Poza tym eleganckie panie z Warszawy, Wilna i Krakowa, panowie obładowani walizkami z najlepszej skóry świńskiej, kierownik poczty z Zawias, czy Jewja, który ciągnął na plecach worek kartofli, bo powiedziano, że jest ich brak we Włoszech, inżynier, który kiedyś budował chłodnie w Nowej Wilejce.

Towarzystwo w bogatych futrach, dwie panie w wyjątkowo jaskrawych kapeluszach, nawet jedna taka, która wiodła na smyczy rasowego jamnika (przeżył powstanie warszawskie), a druga ostatniej mody teriera; oficerowie jadący do Drugiego Korpusu, ziemianie z naszych kresów, trochę biedaków bez grosza przy duszy, stary, wyranżerowany już działacz pierwszej emigracji rosyjskiej, żony jadące do swych mężów w ósmej armii alianckiej, z bagażami, z biżuterią, z dolarami. wszystko to razem było: „Ostturkmenische Waffen SS”! (…)

Jak to się wszystko razem mogło zmieścić w pojęciu: „Wschodnio-turkmeńskie SS”, które dla jakichś polityczno-militarnych racji musiało jechać do Włoch? Jak w ogóle mogło dojść do podobnego absurdu, żeby w czasie, gdy największe rygory zabraniały nie tylko cudzoziemcom, ale i Niemcom, jeżdżenia kolejami, chyba dla wyjątkowo ważnych celów wojennych, podstawiono w tę noc na Westbahnhof, z największym wysiłkiem uruchamiany każdorazowo po każdo-dziennym bombardowaniu, podstawiono, powtarzam, trzy doskonałe wagony dla osób i ich bagażu, dla pań i paniuś, dla ich dzieci i piesków, tylko dlatego, że osoby te pragnęły bardzo wydostać się do Włoch, a stamtąd przedostać na stronę aliancką?

W jaki sposób mogło się dziać coś podobnego pod okiem czujnego Gestapo, a pod firmą bezczelnie, nachalnie, fantastycznie egzotyczną? Jechało nas przeszło osób osiemdziesiąt”.

waffen_ss

Waffen SS

8. Warszawa została stolicą Polski bo król Zygmunt III Waza niechcący podpalił Wawel.

W 1595 r. pożar strawił część zamku na Wzgórzu Wawelskim powodując wielkie straty. Podpalaczem okazał się… sam król, którego fascynowały eksperymenty alchemiczne i najwyraźniej „coś poszło nie tak”.

Niewykluczone, że przyłożył do tego rękę słynny nadworny alchemik króla Michał Sędziwój, który szczególnie lubił eksperymentować z saletrą i badać procesy spalania. Faktycznie to on pierwszy odkrył przecież istnienie tlenu, choć oczywiście nie tak go nazywał.

W tamtych czasach na punkcie transmutacji, czyli prób przemieniania ołowiu w złoto lub wynalezienia „kamienia filozoficznego” miała „hopla” cała Europa, a rządzący i ich alchemicy szczególnie. Często te próby tak właśnie się kończyły.

Tak więc wawelskie dziedzictwo Jagiellonów poszło z dymem. Zygmunt III kazał wprawdzie odnowić zamek, ale Wawel nie osiągnął już dawnej świetności. Ponadto zaczął się królowi źle kojarzyć, a gdzieś przecież musiał mieszkać, więc w końcu przeniósł się z dworem do nowego zamku w Warszawie. I tak już zostało.

Alchemik Michał Sędziwój i król Zygmunt III Waza na obrazie Jana Matejki

Alchemik Michał Sędziwój i król Zygmunt III Waza na obrazie Jana Matejki

9. Sojusz AK z Wehrmachtem w Iwieńcu i szaleńczy przemarsz oddziału Adolfa Pilcha „Góry-Doliny” z Kresów do Powstania Warszawskiego.

Działalność Armii Krajowej na Kresach, a Zgrupowania Stołpecko – Nalibockiego AK w szczególności to wielka karta naszej historii, równie heroiczna co tragiczna. My z tej historii wybraliśmy dwa niezwykłe wydarzania – pierwsze dla wielu może bulwersujące, drugie – niewiarygodnie brawurowe.

Polscy AK-owcy w Puszczy Nalibockiej na terenie obecnej Białorusi znajdowali się w końcu grudnia 1943 r. w sytuacji tragicznej. Musieli bowiem walczyć na dwa fronty – z jednej strony z Niemcami, z drugiej – z partyzantami sowieckimi, którzy udając wcześniej sojuszników podstępnie wbili Polakom nóż w plecy, mordując i rozbrajając polskie oddziały, rabując polskie wsie i mordując polską ludność.

Kilkunastotysięczne zgrupowanie sowieckie otrzymało bowiem rozkaz całkowitej likwidacji partyzantki polskiej. Pozbawiony zaopatrzenia, bez wsparcia ze strony Komendy Głównej AK, z pozostałą mu garstką ludzi „Góra-Dolina” podjął dramatyczną decyzję: zawarł w Iwieńcu lokalny pakt o nieagresji z Niemcami.

Była to jedyna szansa na przetrwanie polskiego oddziału i ochronę polskiej ludności polskiej sowieckimi bandytami. Niemcy zawarli ten pakt bojąc się, że zdesperowani Polacy uderzą resztką sił na niemiecki garnizon w Iwieńcu i opanują miasto, jak już raz to zrobili pół roku wcześniej.

Tak więc przez ponad pół roku – od 9 grudnia 1943 r. do 28 czerwca 1944 r. Polacy i Niemcy spokojnie obozowali obok siebie, nie wchodząc sobie w drogę. Przy okazji pakt ten przewidywał dozbrojenie Polaków przez Niemców i wspólną opiekę nad rannymi – jeden z rannych AK-owców został nawet przewieziony niemieckim samolotem na operację do Mińska.

Myli się jednak ktoś kto sądzi, że w tym czasie sowieccy partyzanci prowadzili zażartą walkę z Niemcami. Choć paktu z nimi nie zawierali, to w ogóle ich nie atakowali, koncentrując się na niszczeniu Polaków.

Jednak dzięki rozejmowi z Niemcami Polakom udało się rozbudować oddział do ponad 800 żołnierzy, dobrze go uzbroić, stworzyć nawet własną kawalerię i stoczyć łącznie ok. 200 walk z sowietami.

Nie rozumiejące kresowych realiów Komenda Główna AK i polskie dowództwo w Londynie były jednak zbulwersowane postępowaniem „Góry-Doliny” i raz po raz usiłowały zmusić go do zerwania sojuszu z Niemcami lub wręcz zaprzestania działalności. W styczniu 1944 r. Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski skierował z Londynu następującą depeszę:

Jeśli opis wypadku na terenie Puszczy Nalibockiej jest ścisły, muszę ocenić, że występowanie batalionu stołpeckiego stanowi przekroczenie Waszego rozkazu, wydanego na podstawie instrukcji rządu w porozumieniu z Delegaturą Rządu i Reprezentacją Polityczną Kraju.

Samowolne osłabienie w obliczu choćby najbardziej tragicznych okoliczności linii nieugiętej postawy wobec Niemców jest szkodliwe dla Sprawy i stanowi marnowanie dorobku moralno–politycznego Armii Krajowej.

Tragedia batalionu stołpeckiego nie usprawiedliwia późniejszego postępowania, meldowanego przez Nowogródek. Broń na Niemcach należy zdobywać, nie zaś przyjmować od nich w darze. Oczekuję raportu, kto ponosi winę i jakie zastosowano sankcje.

Na szczęście, te nagany i zakazy „utykały gdzieś po drodze” w Komendzie Okręgu w Nowogródku. Dzięki temu możliwy był drugi wspomniany wyczyn oddziału „Góry-Doliny”, a mianowicie bezprecedensowy w dziejach AK 500-kilometrowy szaleńczy przemarsz 860 żołnierzy wraz z taborami na ponad 150 furmankach pod Warszawę.

Cała akcja odbyła się pod nosem cofających się przed frontem wschodnim Niemców, których AK-owcy raz atakowali, a raz – wykorzystując chaos – wmawiali im, że stanowią „Polnische Legion”, walczący z bolszewizmem u boku Wehrmachtu.

W ten sposób „Góra-Dolina” ze swoim oddziałem za zdodą Niemców spokojnie przekroczył mostem Wisłę pod Nowym Dworem Mazowieckim, co więcej – dostał jeszcze od nich prowiant.

Dzięki temu polski oddział z Kresów mógł potem dzielnie walczyć w Powstaniu Warszawskim i na przedpolach stolicy – pod Aleksandrowem, o Lotnisko Bielańskie, Dworzec Gdański, pod Brzozówką, Truskawiem i Piaskami Królewskimi.

Po upadku Powstania Pilch przeszedł ze swoim zgrupowaniem na Kielecczyznę, staczając po drodze zaciętą bitwę z Niemcami pod Jaktorowem. Walczył aż do 17 stycznia 1945 r. po czym wyemigrował z kraju i osiedlił się w Anglii.

Dla propagandy PRL-u – zdrajca i kolaborant, dla Polaków z Kresów i z Warszawy – wielki bohater. Zainteresowanych odsyłamy do książki Mariana Podgórecznego „Zgrupowanie Stołpecko – Nalibockie Armii Krajowej: oszczerstwa i fakty. Wywiad z dowódcą Zgrupowania, cichociemnym, mjr Adolfem Pilchem.

27_Pulk_Ulanow

Przemarsz partyzantów z Kresów

10. Zapomniane polskie państwo między Rosją i Chinami.

Istniało w XVII wieku państwo na Dalekim Wschodzie, które nie bało się ani cara rosyjskiego, ani cesarza chińskiego. Państwo założone przez banitów, awanturników, zbiegłych chłopów i jeńców wojennych, a rządzone przez Polaków uciekających przed zemstą cara.

To zapomniane dziś prawie zupełnie państwo nazywało się Jaxa a jego założycielem i władcą był polski szlachcic – Nicefor Czernichowski, herbu Jaksa.

Jak to możliwe, że ten kraj nad Amurem mógł rzucić wyzwanie największym potęgom świata? Kim był jego zuchwały przywódca, człowiek, o którym można by dziś pewnie napisać niejedną powieść i nakręcić hollywoodzki film? Jak potoczyły się dramatyczne losy tego polskiego państwa? O tym można przeczytać w oddzielnym artykule.

Albazino

Ałbazino – stolica zapomnianego polskiego państwa na Dalekim Wschodzie

Nasz ranking jest, oczywiście subiektywny i gdzieniegdzie ociera się pewnie – choć tylko lekko – o legendę, ale w przypadku większości opisanych zdarzeń nie ma żadnych wątpliwości.

Celowo pominęliśmy różne tanie nadmuchane „sensacje” jak rzekoma zoofilia Bolesława Śmiałego, która miała jakoby być faktyczną przyczyną jego krwawo zakończonego konfliktu z biskupem Stanisławem, makabryczne kary dla cudzołożnic w wydaniu tego króla, czy historia „Szczerbca” wyszczerbionego rzekomo o nieistniejącą Złotą Bramę w Kijowie.

Pominęliśmy też wydarzenia, które mogą być co najwyżej hipotezami historycznymi bez mocnych dowodów, jak chociażby chrystianizacja Polski w obrządku słowiańskim zanim nastąpił chrzest katolicki za Mieszka I w 966 r. Jednak wiele innych wydarzeń – autentycznych – mogłoby z powodzeniem trafić na tę listę.

Użycie przez Tatarów gazu bojowego przeciwko Polakom w bitwie pod Legnicą w 1241 r., trzy jednoczesne żony Kazimierza Wielkiego, śmierć Jagiełły z powodu słuchania słowików, królowa Jadwiga i król Henryk Walezy uciekający z Polski, Batory uciekający przez okno przed wredną żoną, ceremonialne zamieszanie wokół Hołdu Pruskiego, niespotykana siła fizyczna Augusta II Mocnego i jego trwające 3 dni i 3 noce pijaństwo z carem Piotrem I w Rawie Ruskiej, Sejm Niemy.

Również dziwne porwanie króla Stanisława Poniatowskiego, książę Konstanty chowający się w szafie i uciekający z Warszawy w kobiecym przebraniu, Feliks Dzierżyński odmawiający zatwierdzenia sowieckiego zamachu na Piłsudskiego, niewiarygodnie brawurowa akcja „Ponurego” na więzienie w Pińsku, czy chociażby wydarzenia z historii najnowszej, np. dziwne operacje PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa z „czarną wołgą” lub kupowaniem w ramach działalności szpiegowskiej na Zachodzie modeli samolotów i pieczołowite sklejanie ich w centrali SB na Rakowieckiej.

Takich zdarzeń było przecież znacznie więcej i każdy może stworzyć sobie swój własny ranking. Z naszą bogatą historią jesteśmy pod tym względem naprawdę szczęśliwym narodem – mamy co wspominać!

Reporters.pl [Akcja-Szpieg-Krymi]

Czytane w tym tygodniu

Sorry. No data so far.

To dziś jest na TOP-ie!

To najczęściej czytacie!

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow