Setki granatów eksplodują w Szwecji! Wybuchowe ubogacenie?

By Dział: Przestępczość i Terror Społeczeństwo | 9 stycznia 2018

Jeśli to nie jest wojna domowa, to co?

W ciągu 2017 roku w Szwecji doszło do 200 eksplozji ręcznych granatów i bomb. To o 100 proc. więcej niż rok wcześniej – poinformowała Anna Nilsson, śledcza z Krajowego Centrum Kryminalistyki, cytowana przez dziennik Svenska Dagbladet.

Przypomnijmy, że Szwecja ma 10 milionów mieszkańców. W stosunku do liczby ludności to tak, jakby w Polsce eksplodowało na ulicach 760 granatów, albo jakby w Stanach Zjednoczonych eksplodowało 6.500 granatów.

Wyobraźmy sobie przez moment, co by się działo u nas lub w USA, gdyby do tego doszło. Kryzys ogólnonarodowy, dymisja rządu, który nie jest w stanie zapewnić elementarnego bezpieczeństwa i doniesienia o kolejnych wybuchach na pierwszych stronach mediów. A w Szwecji? Rząd nadal spokojnie rządzi, a w państwowych mediach niemal kompletna cisza dzięki lewackiej cenzurze.


Tymczasem granaty wybuchają już niemal codziennie. Ostatnio dwa dni temu w Sztokholmie, gdzie 60-letni emeryt zażywał sobie porannej przejażdżki rowerowej ze swoją partnerką. Zobaczył coś na chodniku i podniósł. Granat eksplodował mu prosto w twarz. Zmarł z odniesionych ran, a kobieta została ranna – podało BBC.

“To nie był zamach terrorystyczny” – zapewnia policja. I co z tego, że nie zamach? Człowiek zginął. “On był taki miły” – mówią jego znajomi. I z jego punktu widzenia, a także tych, których osierocił, nie ma kompletnie znaczenia, czy odbezpieczony granat podłożyli terroryści, zwykli kryminaliści, czy muzułmańskie wyrostki.

Coraz częściej granatami obrzucane są policyjne radiowozy, czy posterunki – tak jak miało to niedawno miejsce w Helsingborgu. Kiedy publiczne media nie są już w stanie tego ukrywać to piszą, że ataków tych dokonują bliżej nieokreślone “kryminalne gangi”. Ale nie wspominają o tym, że składają się one niemal wyłącznie z muzułmanów.


Skąd biorą granaty? Szwedzcy dziennikarze z niezależnej gazety Sydsvenskan przeprowadzili eksperyment w jednej z islamskich “stref no-go” w Malmö. Ogłosili, że chcą kupić granat i dostali go jeszcze tego samego dnia za 1200 koron (146 USD). Bez problemu można też kupić karabiny maszynowe, a nawet ręczne granatniki przeciwpancerne RPG.

Co robią władze? Minister sprawiedliwości znalazł rozwiązanie: zaproponował “granatową amnestię” – ogłosił, że każdy kto przyjdzie na posterunek policji i dobrowolnie odda granat, nie zostanie ukarany.

Jakim trzeba być idiotą, żeby wierzyć, że muzułmańscy gangsterzy – jak grzeczni chłopcy – ustawią się w kolejce przed posterunkami z torbami granatów. Ale nic nie przebije szefa policji Jana Evensona, który po tym jak granat zabił w Sztokholmie wspomnianego emeryta zaapelował w telewizji do przestępców, aby “zachowywali się odpowiednio”.

Jest oczywiste, że w takiej sytuacji jedynym ratunkiem byłoby wprowadzenie wojska do muzułmańskich “stref no-go”, gdyż policja nad niczym już nie panuje. Ale na to “niepoprawne politycznie” rozwiązanie nadal nie zgadzają się rządzący krajem lewacy.

A przecież jeszcze całkiem niedawno takie zdarzenia w Szwecji byłyby wręcz nie do pomyślenia. Wystarczy spojrzeć na statystyki: przez 10 lat (2002-2012) w Szwecji doszło tylko do 6-ciu eksplozji granatów. W 2013 r. były dwa wybuchy. A potem zaczęło się na dobre.

Dziwnym trafem w tym samym czasie rozpoczęła się w Szwecji “epidemia” ulicznych strzelanin i przemocy seksualnej, która uczyniła ten kraj “światową stolicą gwałtu”. Jak bardzo trzeba mieć zaimpregnowany mózg, żeby wierzyć, jak wmawiają to ludziom mainstreamowe media, że nie ma to żadnego związku z masowym napływem muzułmańskich imigrantów w tych latach?

Reporters.pl

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow