“Okręcili mi genitalia mokrą szmatą i podłączyli prąd”. Tak działa sadystyczny GUŁAG Putina (FOTO)

“Jeden były oficer SBU wyjął lutownicę i mówi: zaraz ci ją wsadzę. Rozerwie ci dupę” – wspomina Giennadij Afanasjew, którego rosyjska bezpieka aresztowała w maju 2014 r. na Krymie za rzekomy terroryzm i sadystycznymi torturami wymusiła na nim zeznania obciążające jego oraz Olega Siencowa i Aleksandra Kolczenko.

26-letni Afanasjew nie wytrzymał w śledztwie. Przyznał się do wszystkiego, czego żądali jego oprawcy. W czasie procesu odwołał jednak zeznania i ujawnił, że wymuszono je na nim torturami. Ale i tak na ich podstawie rosyjska sędzia Pokłońska skazała Siencowa na 20 lat, Kolczenkę na 10. Afanasjew dostał 7 lat. 14 czerwca br. Rosja wydała go Ukrainie w zamian za zwolnienie separatystów.

Bicie zaczęło się już w chwili zatrzymania w Symferopolu, kiedy szedł po ulicy z dziewczyną. “Rzucili się na mnie, powalili na ziemię, wykręcili ręce, na głowę zarzucili worek i zaczęli bić. Byli w cywilu. Potem dowiedziałem, że to rosyjscy specnazowcy z Północnego Kaukazu” – opowiada Afanasjew.

Oskarżono go, że próbował wysadzić w powietrze pomnik Wiecznego Ognia ku czci sowieckich bohaterów II wojny w Symferopolu. W jaki sposób, skoro nie miał żadnego materiału wybuchowego? Takie szczegóły rosyjskich oprawców nie interesowały.


Wrzucili go na siedzenie samochodu i usiedli na nim. Po pewnym czasie zaczęło się przesłuchanie: kim jest Siencow? kim jest Czirny? Kto miał podłożyć bombę na lotnisku Balbek? “Nie miałem o tym pojęcia bo nawet w mediach nic o tym nie było. Ale za każdym razem kiedy odpowiadałem “nie wiem” bili mnie w brzuch, tak że nie mogłem złapać tchu” – mówi mężczyzna.

“Potem powiedzieli, że zaraz mnie zawiozą do lasu, gdzie będę kopać sobie grób. Wtedy na Krymie wielu ludzi znajdowano potem w lesie” – przyznaje Afanasjew. W końcu jednak zawieźli go do jego mieszkania i rozpoczęła się rewizja. Przy tej okazji ukradli mu jego drogi sprzęt fotograficzny.


Potem trafił w ręce trzech rosyjskich śledczych z FSB z Moskwy. Usiłowali zmusić go do współpracy. “Bili mnie przez 5 dni. Bili dawni funkcjonariusze SBU pod kontrolą FSB. Jedną rękę miałem stale przykutą do krzesła, drugą do konwojenta z Kaukazu. Ich szef nazywał się Borodin. To byli etniczni Rosjanie” – opowiada Afanasjew.


“Zabronili mi zasłaniać się w czasie bicia. Kiedy próbowałem zasłonić głowę, bili w żołądek jeszcze mocniej. Zakładali torbę na głowę, żebym się dusił. Wyciągnęli samurajski miecz i straszyli nim. Traktowali to jako rozrywkę. Potem wrzucali na 2-4 godziny do celi metr na metr” – wspomina mężczyzna.

W końcu pojawił się rosyjski adwokat. Funkcjonariusze FSB przysłuchiwali się z boku jego rozmowie z Afanasjewem. “Biją cię? To nic, wszystkich biją, to normalne. Dostaniesz 10-15 lat. Ale jak zgodzisz się współpracować to ci zamienią na areszt domowy” – zachęcał “prawnik”.

“Potem zamknęli mnie na 10 dni w izolatorze śledczym. Nie dali żadnego ubrania, było bardzo zimno, chociaż był maj. Najpierw długo nie pozwalali się położyć. Potem pozwolili, ale jak tylko zasypiałem otwierali judasza i krzyczeli: “Podejdź, podaj swój paragraf!”.

“Tak więc przez 10 dni nie spałem, nie jadłem, w celi nie było papieru toaletowego. Innym ludziom, których wsadzali, zabraniali dzielić się ze mną jedzeniem. Grozili, że jeśli zauważą, to im także zabiorą. Oni jednak coś mi tam dawali, ale szybko zabierali ich z celi” – mówi Afanasjew.

“Codziennie o 11-ej wieźli mnie do gmachu dawnego SBU. Tam przesłuchiwali i bili. Chcieli, żebym się przyznał, że chciałem podpalić dwa budynki. Założyli mi maskę przeciwgazową, zacząłem się dusić. Jak już wyssiesz całe powietrze z maski to ona przylepia się do twarzy. Potem coś wlewali do przewodu” – opowiada mężczyzna.

“Doprowadzili mnie do takiego stanu, kiedy robi się już wszystko jedno, nie chcesz już żyć. Wtedy znowu zaczynało się przesłuchanie. Pomyślałem: i tak mnie wsadzą, czemu się nie przyznać? Wtedy to wszystko się skończy i może będzie niższy wyrok. Podpisałem papiery”.

Ale już wieczorem dostał nowe oskarżenie – tym razem o zamach bombowy, którego chciał rzekomo dokonać wspólnie z Siencowem i Kolczenką. Z pierwszym Afanasjew rozmawiał raz w życiu o fotografii, drugiego – w ogóle nie znał osobiście.

“Dali mi do podpisu gotowe już zeznania, ale odmówiłem. Wtedy znowu zaczęło się duszenie maską przeciwgazową. Ale jakoś już do niej przywykłem, było mi wszystko jedno. Wtedy owinęli mi genitalia mokrą szmatą, podłączyli przewody i włączyli prąd.

I to był koniec. Byłem gotów zeznać na kogokolwiek, na Poroszenkę, na papieża, wszystko podpisać, byle przestali walić prądem w genitalia. Zostałem moralnie złamany. Każdej nocy myślałem o samobójstwie.

Ale próbowałem jeszcze się trzymać. Wtedy rozebrali mnie, położyli na podłodze, wsadzali policyjną pałkę i mówili, że mnie zgwałcą. Jeden były oficer SBU wyjął lutownicę. “Zaraz ci ją wsunę, a dopiero potem włączę. Zacznie stopniowo się nagrzewać. Potem rozerwie ci dupę. Nikomu w więzieniu nie udowodnisz, że nie jesteś pedałem. Będą cię gwałcić non-stop” – wspomina Afanasjew.

“Kiedy już wszystko podpisałem zawieźli mnie do izolatora Nr 1 w Symferopolu, przestałem im być na jakiś czas potrzebny. Nie było tam talerzy, ani widelców, do jedzenia tylko śmierdząca kapusta. Dookoła pełno karaluchów, pluskiew. A po trzech dniach przewieźli mnie do więzienia Lefortowo w Moskwie” – mówi ofiara putinowskiego sadyzmu.

Chociaż wszystko podpisał, nadal go straszyli: “Wiesz, co teraz zrobią z tobą w więzieniu?”. Grozili też, że wsadzą jego matkę za szpiegostwo, gdyż… przed biurem turystycznym, które prowadzi stoi wykonana z drewna mała kopia amerykańskiej Statui Wolności, a kobieta często jeździ za granicę. “Coś się jej może stać” – grozili rosyjscy śledczy.

W Lefortowie Afanasjew przesiedział 16 miesięcy przed procesem. W tym czasie ani razu nie pozwolono mu widzieć się z adwokatem, zatrzymywano wszystkie listy, oprócz tych od matki, żadnych rozmów telefonicznych.

Cela 3 na 4 metry. Kibel pod drzwiami, niczym nie odgrodzony ani od towarzyszy z celi, ani od kamer, ani od tych, którzy co 40 sekund zaglądają przez judasza. Na korytarzu rozścielony koc, żeby więźniowie nie słyszeli kiedy nadchodzi strażnik.

Do celi raz po raz wsadzano z nim agentów FSB, którzy namawiali go: “Po co ci ta cała Ukraina. Ona cię porzuciła. Zeznawaj co ci każą, współpracuj, ratuj życie. Przecież jesteś fotografem, będziesz sobie jeździć po różnych krajach, robić zdjęcia tego co trzeba, będziesz wywiadowcą” – kusili.

Na swoim własnym procesie postanowił do wszystkiego się przyznać. Nie było sensu odwoływać zeznać bo na sali były tylko dwie osoby: sędzia i prokurator. Skutek byłby tylko taki, że dostałby wyższy wyrok i w cięższym więzieniu za “odmowę współpracy w śledztwie”.

Przed wyjazdem na rozprawę Siencowa i Kolczenki w Rostowie nad Donem, nieoczekiwanie odwiedził go śledczy, który wcześniej nadzorował jego tortury. Przyniósł ciastka, lody, cukierki. Ostrzegał, że waży się los Afanasjewa, że jeśli potwierdzi na procesie swoje zeznania to wyślą go do łagodnego więzienia w Briańsku, blisko rodziny, będą widzenia, a za dwa lata Putin go ułaskawi.

“Kiwałem głową, że się zgadzam, ale niczego od niego nie wziąłem. Potem za to naskoczyli na mnie koledzy w celi, że mogłem przynieść choćby coca-colę” – opowiada więzień.

Kiedy opuszczał Lefortowo władze więzienia oddały mu całą walizę pełną listów. “Była tam i książka Tarasa Szewczenki i jakieś kolorowe zakładki i zasuszone listki z drzew – różne rzeczy z normalnego świata. Wcześniej niczego mi nie przekazywali. Aż do tej chwili myślałem, że jestem sam, że nikt mnie nie wspiera” – mówi Afanasjew.

Zapewnia jednak, że decyzję o tym, żeby odwołać wszystkie swojej zeznania podjął już wcześniej, kiedy nie wiedział, że ktokolwiek się nim interesuje. “Ludzie, którzy tego nie przeszli, nie wiedzą co to znaczy – decydować o swoim losie” – dodaje.

“Przywieźli mnie do sądu. Bardzo się denerwowałem, nie mogłem mówić. Adrenalina. Postanowiłem, że nie będę odpowiadał na żadne pytania, tylko patrzył w jeden punkt nad głowami sędziów i głośno się modlił. Na oskarżonych chłopaków nie mogłem patrzeć, było mi wstyd. Trudno to przekazać słowami, było mi bardzo ciężko.

Ale pewnie jest tak, że każdy nasz uczynek dziś zmienia to co było wcześniej i tworzy przyszłość. Dlatego wtedy powiedziałem, że chłopaków nie znam, że są niewinni, że to ja podpalałem budynki, chociaż w rzeczywistości przecież ich nie podpalałem” – opowiada Afanasjew przebieg rozprawy.

Kiedy wrócił do izolatora, ponownie rzucili się na niego śledczy. Chcieli, żeby wystąpił publicznie i oświadczył, iż to adwokaci Siencowa i Kolczenki zmusili go, aby odwołał swoje wcześniejsze zeznania. Afanasjew odmówił. Wtedy znowu bardzo mocno go pobili.

Potem wsadzili go do celi z 20-ma “zawodowymi” kryminalistami, mając nadzieję, że ci będą go dalej bić i gwałcić. Oni jednak wysłuchali go. “Powiedziałem im: tak zatrzymali mnie za moje przekonania. Torturowali mnie, nie wytrzymałem. Ale potem odwołałem zeznania. Teraz zagrozili mi, że w kolonii mnie po prostu zabiją” – relacjonuje Afanasjew.

“Jesteś w porządku. Nic do ciebie nie mamy” – zapewnili kryminaliści z celi i zostawili go w spokoju. W ten sposób plan FSB nie powiódł się.

Przypomnijmy, że Giennadij Afanasjew i Aleksij Czirny zostali przez rosyjski sąd skazani na 7 lat kolonii karnej. Reżyser Oleg Siencow i Aleksandr Kolczenko – na 20 i 10 lat kolonii. 14 czerwca br. Rosja wydała Afanasjewa Ukrainie wraz z 74-letnim Juriem Sołoszenką skazanym za szpiegostwo, w zamian za wypuszczenie przez Kijów dwójki rosyjskich separatystów.

Trwają starania o uwolnienie Siencowa, Kolczenki i kilkudziesięciu innych Ukraińców nadal przetrzymywanych przez rosyjskie służby. “Przeszedłem przez tortury i ból. Proszę, nie rezygnujcie z sankcji, kontynuujcie tę politykę, nie cofajcie jej. Dzięki wam wróci Siencow, Kolczenko i reszta” – to były pierwsza słowa Afanasjewa po powrocie na Ukrainę.

Afanasjew_Siencow

Reporters.pl / za: P.Zubiuk, Radio Svaboda

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow