Przemytnicy polskich jabłek… budują drogi w Rosji!

Funkcjonariusze rosyjskiego FSB przecierali oczy ze zdumienia kiedy w lesie w rejonie punktu granicznego “Krasnaja Gorka” z Białorusią natknęli się na… świetnie utrzymaną drogę, której nie ma na żadnych mapach – podaje agencja TASS.

Okazało się, że dawną leśną dróżkę zaadaptowali dla swoich potrzeb i wyremontowali na własny koszt przemytnicy polskich jabłek z Białorusi, których TIR-y wcześniej raz po raz utykały na leśnych bezdrożach.

Na długości kilku kilometrów poszerzyli jezdnię, zrobili podsypkę, a nawet wygodne zatoczki i placyki pozwalające TIR-om szybko i swobodnie zawracać. Droga nie była może aż tak komfortowa jak przebiegająca równolegle trasa Mińsk – Moskwa, ale miała jedną podstawową zaletę: nikt na niej niczego nie kontrolował.

Nie wiadomo jak długo ta droga funkcjonowała, ale najwyraźniej cieszyła się dużą popularnością, gdyż niemal natychmiast po tym jak rosyjscy pogranicznicy urządzili na niej zasadzkę w ich ręce wpadł od razu cały konwój 9-ciu TIR-ów przemycający 175 ton polskich jabłek, śliwek, wiśni i brzoskwiń.

Jak poinformował przedstawiciel straży granicznej Rosji Aleksandr Łaznienko, cały transport został skonfiskowany, a owoce zgniecione na miazgę, zgodnie z wytycznymi prezydenta Władimira Putina, aby wszystkie przemycane towary natychmiast niszczyć.

Mieszkańcy przygranicznego Obwodu Smoleńskiego od lat nie mogą doprosić się od rosyjskich władz remontu tamtejszych dróg, które są w koszmarnym stanie. A tymczasem okazuje się, że “Polak potrafi”.

Nie wiadomo zresztą, czy drogę zbudowali tylko polscy “inwestorzy”, czy też może było wspólne przedsięwzięcie polsko – białorusko – rosyjskie. W każdym razie chlubne tradycje przemytnicze z czasów Sergiusza Piaseckiego są kontynuowane z dużą fantazją i to cieszy.

Oczywiście po tym jak tajna droga została wykryta TIR-y przemytników przestały nią jeździć. Rosyjscy pogranicznicy mają jednak problem – teraz muszą przy niej stale dyżurować. Okazuje się bowiem, że straż graniczna nie ma uprawnień, żeby zagrodzić drogę albo zbudować na niej zaporę. Jest więc nadzieja, że wkrótce da się z tymi dyżurującymi pogranicznikami jakoś “dogadać”.

Przypomnijmy, że wraz z wprowadzeniem przez rosyjskie władze – w odpowiedzi na zachodnie sankcje – zakazu importu zachodniej żywności, Białoruś stała się nagle największym w Europie “producentem” owoców, mięsa, jajek, a nawet łososia, chociaż nie ma floty rybackiej, ani dostępu do morza. Łącznie eksport żywności z Białorusi do Rosji wzrósł kilkukrotnie.

Sposób jest prosty – zachodnie towary, w tym polskie owoce, trafiają na Białoruś, a następnie są eksportowane do Rosji jako “białoruskie” z naklejonymi białoruskimi etykietkami. Prezydent Aleksander Łukaszenka, którego urzędnicy mają z tego niezły “odsyp”, skutecznie zasila w ten sposób dziurawy budżet swojego kraju.

Kiedy jakaś ciężarówka z towarem zalicza w końcu ewidentną “wpadkę” po stronie rosyjskiej władze w Mińsku, jak to się mówi, “rżną głupa” mówiąc, że najwyraźniej dany przewoźnik z jakichś powodów wolał rozclić towar na Białorusi, a że pojechał z nim dalej do Rosji to już nie ich wina.

W listopadzie ub. roku rosyjska służba “Rossielchoznadzor” dostała wręcz szału, kiedy do Rosji wjechał transport… subtropikalnych owoców papaja “produkcji białoruskiej”, o których dotychczas było wiadomo, że rosną tylko w Ameryce Łacińskiej.

Reporters.pl

Powiązane artykuły

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow