Kompanie strzelców obsadzają granicę Białorusi z Rosją! Mają odeprzeć atak hybrydowy Putina

By Dział: Armia i Wojna Polityka Społeczeństwo | 13 września 2016

Dla Moskwy to nieprzyjemna niespodzianka i dowód braku zaufania ze strony “najbliższego sojusznika”. Władze w Mińsku rozpoczęły mobilizację cywilów do obrony granicy wschodniej i prowadzenia ewentualnej wojny partyzanckiej. Zmieniły też doktrynę obronną, w której atak hybrydowy uznano za główne zagrożenie dla Białorusi.

Pierwsza kompania strzelców białoruskiej obrony terytorialnej została sformowana i przystąpiła do ćwiczeń pod Lenino w Obwodzie Mohylewskim, zaledwie 15 km od granicy z Rosją, w miejscu znanym z krwawej bitwy polskiej dywizji im. Tadeusza Kościuszki z Niemcami w czasie II wojny.

Kompania złożyła już przysięgę i rozpoczęła szkolenie bojowe. Kolejne takie oddziały mają powstać w każdym rejonie wzdłuż całej granicy z Rosją. Mińsk – widząc co się stało na Ukrainie – boi się agresji ze wschodu – pisze Gazeta.ru.

“Ten oddział ma specjalne zadania. Ma bronić swojej najbliższej okolicy – swoich domów, swoich bliskich, swoich przedsiębiorstw” – mówi agencji BiełaPAN białoruski komisarz wojskowy Obwodu Mohylewskiego Aleksandr Goroszkin.


Na ćwiczenia wezwano robotników, urzędników i nawet prywatnych przedsiębiorców. Zakwaterowano ich w sali gimnastycznej miejscowego koledżu pedagogicznego. Obóz otoczono drutem kolczastym.

“Minęło już 30 lat odkąd służyłem w armii sowieckiej. Ale czuję dobrze, mogę jeszcze służyć. Wszystko będzie dobrze. Obronimy ojczyznę i nikt nas nie ruszy” – mówi jeden ze zmobilizowanych rezerwistów.

Z kolei Ministerstwo Obrony w Mińsku odmówiło rozmowy na ten temat z rosyjskimi dziennikarzami, przypominając jedynie, że prezydent Aleksander Łukaszenka już na początku roku polecił sprawdzenie gotowości wojsk obrony terytorialnej.


Wcześniej minister obrony Andriej Rawkow zapowiedział, że podstawowym celem sił operacji specjalnych i obrony terytorialnej ma być właśnie odparcie ewentualnego ataku hybrydowego.

“Miejscowe władze muszą być przygotowane, żeby w warunkach wojny utrzymać sytuację pod kontrolą. Gubernatorzy muszą nauczyć się dowodzić wojskami terytorialnymi, a także zapewnić dostawy sprzętu i zaopatrzenia dla armii i ludności cywilnej” – mówił jeszcze w lutym Łukaszenka.

Formalnie Rosja i Białoruś są sojusznikami w ramach wspólnego bloku wojskowo – politycznego, który jako potencjalnego wroga traktuje NATO. Jednak jak pisze Gazeta.ru, powołując się na nieoficjalne rozmowy z białoruskimi oficerami, są oni poważnie zaniepokojeni możliwością realizacji w ich kraju “krymskiego scenariusza”.

Dowództwo w Mińsku z przerażeniem obserwowało rosyjskie przygotowania do referendum na Krymie i wyrzucenie stamtąd ukraińskiej armii. Dlatego po wybuchu wojny w Donbasie białoruskie władze postanowiły zasadniczo zmienić swoją doktrynę obronną.

Przyjęta na początku tego roku nowa doktryna zasadniczo różni się od dotychczasowej – po raz pierwszy główny nacisk położono w niej nie na zagrożenie zewnętrzne, tylko na “wewnętrzne zagrożenie hybrydowe”.

“O ile wcześniej podstawą polityki Mińska był sojusz z Rosją i oczekiwanie na pomoc z jej strony, to teraz przyjęto założenie “360 stopni” – totalnej obrony własnymi siłami z jakiegokolwiek kierunku” – ocenia ekspert Belarus Security Blog Andriej Portnikow.

Autorzy nowej doktryny nie ukrywają, że korzystali z doświadczeń ukraińskich. “Kładzie ona też nacisk na udział ludności cywilnej w obronie przed atakiem hybrydowym” – mówi białoruski politolog Siergiej Marcelew.

W białoruskim wydaniu tworzona obecnie obrona terytorialna to coś pomiędzy oddziałami przeznaczonymi do ewentualnej wojny partyzanckiej a niemieckim Volkssturmem z II wojny światowej.

Ma się opierać na podtrzymywaniu zdolności bojowej rezerwistów poprzez ich regularne ćwiczenia oraz przysposobienie obronne cywili w miejscu ich zamieszkania, żeby w przypadku wybuchu wojny mogli oni zostać szybko uzbrojeni przez lokalne władze lub wykorzystani np. do prac fortyfikacyjnych.

“Między sojusznikami nie ma zaufania” – ocenia stosunki białorusko – rosyjskie politolog Aleksandr Kłaskowskij. “Łukaszenka postanowił też stworzyć własną broń rakietową bez pomocy Rosji, za to we współpracy z Chinami” – przypomina ekspert.

“Zresztą fakt formowania przez Rosję nowych dywizji na kierunku zachodnim dobitnie świadczy, że Kreml nieszczególnie liczy na wierność Łukaszenki i nie ma pewności jak może się on zachować w krytycznym momencie” – przyznaje Kłaskowskij.

Obserwatorzy przypominają też kategoryczną odmowę Łukaszenki rozmieszczenia w białoruskim Bobrujsku rosyjskiej bazy lotniczej z myśliwcami Su-27, co wcześniej było już prawie uzgodnione, a prezydent Putin podpisał nawet rozporządzenie w tej sprawie.

Tymczasem na kilka dni przed wyborami prezydenckimi w 2015 r. Łukaszenka nieoczekiwanie oświadczył, że “nic nie wie o żadnej bazie, rosyjskie lotnictwo nie jest mu potrzebne i dziwi się, że Moskwa w ogóle porusza ten temat”. “Może boi się, że odchodzimy od niej na Zachód?” – pytał białoruski przywódca.

Najwyraźniej wzmacnianie przez Łukaszenkę granicy wschodniej zaczyna coraz bardziej denerwować Moskwę, a najlepszym dowodem tego są coraz częstsze zapewnienia jej generałów, że “nie traktują tego jako zagrożenia wojskowego dla Rosji”.

“Z wojskowego punktu widzenia jeden batalion obrony terytorialnej to za mało, żeby obronić granicę Białorusi od wschodu. To po prostu śmieszne” – ocenia rosyjski generał Władimir Litwinow i zapewnia, że “z tego kierunku nikt na Białoruś nie zamierza napadać”. “Zresztą i tak pół-partyzanckie formacje nie zadecydują o losach hipotetycznej wojny” – dodaje.

Również generał Nikołaj Moisiejew z rosyjskiego Sztabu Generalnego jest przekonany, że kompanie obrony terytorialnej uzbrojone w lekką broń strzelecką nie są w wstanie stawić czoła silnej i mającej przewagę technologiczną Rosji.

Czytaj także: Białoruś wywołała „wojnę” na granicy z Polską! Mieszkańcy przerażeni (FOTO)

Reporters.pl

Powiązane artykuły

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow