“Biała procesja”, czyli jak Armia Krajowa puściła Litwinów w gaciach… (FOTO)

By Dział: Armia i Wojna Historia W popularnych | 13 maja 2016

13 maja 1944 r. w bitwie pod Murowaną Oszmianką Armia Krajowa rozgromiła kolaboracyjny Litewski Korpus Lokalny biorąc do niewoli blisko 400 jeńców. Ich dalszy los niejednemu żołnierzowi może wydać się nawet gorszy od śmierci.

Atak na garnizon litewski był reakcją AK na liczne zbrodnie popełniane przez oddziały litewskie na polskiej ludności Wileńszczyzny. W nocy z 13 na 14 maja 1944 r. 600-osobowe zgrupowanie oddziałów z 5 brygad AK pod dowództwem Czesława Dębickiego „Jaremy” zaatakowało dwie kompanie litewskie w Murowanej Oszmiance i jedną kompanię w Tołminowie, które łącznie liczyły 750 żołnierzy.

8 Brygada AK „Tura” wsparta przez 12 Brygadę AK „Cerbera” uderzyła od wschodu, przełamała linię obrony i wdarła się do Murowanej Oszmianki, wypierając Litwinów z południowej części miasta. Przed północą na miasto uderzyła 3 Brygada AK „Szczerbca”, która sforsowała zachodnią linię litewskiej obrony.

Szczególnie zacięte walki toczyły się na przedpolach Murowanej Oszmianki, gdzie dotkliwe straty poniósł pluton „Milimetra”. W końcu Litwini poddali się. Z kolei w pobliskim Tołminowie zaatakowała 13 Brygada AK „Nietoperza”, która również zmusiła kompanię litewską do złożenia broni.


W walce Litwini stracili 50 zabitych i 60 rannych, Polacy – 13 zabitych i 25 rannych. Do niewoli wzięto blisko 400 żołnierzy litewskich. AK-owcy postanowili jednak darować im życie. Jeńcy zostali nakarmieni i zaproszeni do ogniska. Gdy dowiedzieli się, że zostaną uwolnieni, wznieśli okrzyk na cześć Polaków.

Komendant Okręgu Wileńskiego AK Aleksander Krzyżanowski „Wilk” ostrzegł ich, aby zaprzestali ataków na ludność cywilną, podkreślił polskość ziem północno-wschodniej Rzeczypospolitej i wyraził nadzieję, że stosunki polsko-litewskie ułożą się w przyszłości na zasadach partnerskich.


Jency_Oszmianka_Murowana

Jeńcy litewscy rozebrani z mundurów po bitwie pod Murowaną Oszmianką i Tołminowem. Źródło: E.Banasikowski “Na zew Ziemi Wileńskiej”


Na drugi dzień rozebranych do bielizny Litwinów wysłano do Jaszun, Wilna i Oszmiany, co miejscowa ludność od razu nazwała żartobliwie „białą procesją”. Wcześniej na tyle dali się mieszkańcom okolicznych wsi we znaki, że prowadzący ich AK-owcy musieli bronić ich przed samosądem.

Tak opisuje to zdarzenie Edmund Banasikowski w książce „Na zew Ziemi Wileńskiej: “Patrole polskie odprowadziły ich na szosę, a stąd cała rozciągnięta kolumna plechawiciusowców w bieli ruszyła niezbyt tryumfalnym marszem na Wilno…”

W wyniku tej i wcześniejszych dotkliwych porażek formacji litewskich w walce z wileńską  AK, wojskowe oddziały Plechaviciusa zostały w końcu rozwiązane.

Reporters.pl

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow