Po “Wołyniu”. Przewiny II RP wobec Ukraińców jako powód ludobójstwa: prawda czy mit?

By Dział: Historia W popularnych | 10 października 2016

W artykułach o historii stosunków polsko-ukraińskich stale napotkać można twierdzenia obciążające władze międzywojennej Rzeczypospolitej co najmniej częścią odpowiedzialności za ludobójstwo dokonane potem przez OUN-UPA na Polakach.

Przy nieustannym szkicowaniu związku przyczynowo-skutkowego: II RP – zbrodnie nacjonalistów ukraińskich, szczególnie uporczywym w prasie, do której nie mam zaufania, zawsze coś mi nie pasowało.

Choć teoria ta, ze względu na swoją prostotę, w połączeniu z dobrą wolą i chęcią zrozumienia, była kusząca, pachniała mi pewną sztucznością. Ta prostota, nie wymagająca większej wiedzy i pozwalająca na tanie spoiwo między powierzchownie znanymi faktami, jest przez wielu Polaków przyjmowana niemal jako dogmat, a ponadto jako znacznik historycznego obiektywizmu przyjmującego.

Najlepiej jednak powstałe we mnie wątpliwości, a w konsekwencji chęć sprawdzenia wspomnianej teorii, oddaje tragikomiczna dyskusja, na którą około dekady temu natrafiłem na jednym z forów poruszających tematy kresowe. Sens wymiany zdań i cytaty, które dały mi do myślenia, pamiętam do dziś.


Jeden z dyskutantów, nastolatek, nazwijmy go “Junior”, którego było mi dane później poznać i sprawę wyjaśnić, pełen pretensji o zbrodnie, napisał jakieś rewizjonistyczne teksty. Ich podstawa opierała się na tezie, że “oni – tj. nacjonaliści ukraińscy – posłużyli się metodami niezgodnymi ze standardami moralnymi”.

W związku z tym, aby zbrodniczość nie zatriumfowała jako skuteczna metoda, musimy te terytoria Kresów Południowo-Wschodnich odbić i rozszerzyć swoje przyczółki na skrawkach pozostałych Polsce ziem wschodnich.

Jakiś politycznie poprawny delikwent zareagował na to stwierdzenie nie tyle krytyką, co nadspodziewanym wręcz oburzeniem, finalizując swoją wypowiedź zdaniem: “Teraz już wiem, co musieli czuć Ukraińcy i zaczynam rozumieć, co i dlaczego stało się na Wołyniu”.


Nim zdążyłem na to odpowiedzieć zobaczyłem poniżej kolejny wpis: “Tak, z pewnością, po przeczytaniu postu Juniora moja ręka sama po omacku szuka młotka i jakiegoś dziecięcia w kołysce, czuję też niepowstrzymane parcie, by złapać polską kolonistkę, rozpruć jej brzuch i zaszyć kota. Wpis Juniora może i naiwny, ale twój dojmująco głupi”.

Ten wpis chyba najlepiej oddaje niewspółmierność rzekomej polskiej “winy” do późniejszych ukraińskich zbrodni. Zresztą jakie w ogóle “niesprawiedliwości polityki II RP wobec mniejszości” mogą być usprawiedliwieniem rzezi na kobietach, dzieciach i niemowlętach?

ukrainscy_nacjonalisci_oun_terroryzm

Ukraińscy nacjonaliści. Z prawej Mikołaj Motyka uczestnik zamachu na Tadeusza Hołówkę. Siedzi Dmytro Danyłyszyn. Z lewej – Biłas

W swojej historii Polacy doznali od zaborców krzywd realnych i nieporównywalnie większych, a jednak nie dokonywali rzezi na osobach innej narodowości. A przecież – w odróżnieniu od Niemców, Rosjan czy Austriaków okupujących terytorium Rzeczypospolitej – zarówno Polacy jak i Ukraińcy byli na spornym terytorium u siebie, nie okupowali go.

Również warunki rozwoju narodowego Polaków w zaborze rosyjskim czy pruskim w porównaniu z warunkami Ukraińców w II RP były zerowe, zaś w wielu aspektach, jak mówienie w szkole po polsku, trzymanie polskich książek, czy głoszenie własnej historii – naszpikowane represjami.

W teorię o rzekomych “przewinach II RP” jako uzasadnieniu późniejszych ukraińskich zbrodni uderzają również inne fakty. Jak byśmy warunków mniejszości ukraińskiej w ówczesnej Polsce nie określili, to w porównaniu z sąsiadami, gdzie również mieszkała ukraińska ludność autochtoniczna, prezentowały się one nieźle. Jednak rzeź na Rosjanach, Rumunach czy Węgrach w wykonaniu Ukraińców nie nastąpiła.

Jaskrawym przykładem są warunki życia Ukraińców w Związku Sowieckim, gdzie terror był wprost niepojęty, a sztucznie wywołany Wielki Głód doprowadził ludzi na skraj upodlenia i okrucieństwa, które objawiało się nawet w kanibalizmie i ćwiartowaniu ludzi dla celów kulinarnych.

Zrozpaczona ludność ukraińska i UPA nie rzuciły się jednak wyrzynać na Rosjan kiedy w czasie II wojny pojawiła się ku temu okazja. Nic takiego się tam nie stało z prostego powodu: był to teren, gdzie OUN nie prowadził wcześniej swojej agitacji.

Kolejny fakt przeczący obecnej argumentacji neobanderowców to wieloletnie rządy Jana Henryka Józewskiego na Wołyniu w okresie II RP – piłsudczyka, który promował ukraińskość do tego stopnia, że był znienawidzony przez endecję.

Żaden szanujący się historyk nie powie, że rządy Józewskiego były w jakikolwiek sposób dla Ukraińców dokuczliwe, było bowiem dokładnie odwrotnie. Prędzej można by się zastanawiać jaka była sytuacja w pozostałych województwach.

Dlaczego więc dziwnym trafem ludobójstwo zarówno zaczęło się od województwa wołyńskiego, jak i zebrało tam największe żniwo? Odpowiedź jest jedna: warunki w II RP pozwalały nie tylko na organizowanie się Ukraińcom, ale także na rozwój nielegalnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Ta ostatnia, charakteryzująca się zbrodniczą, totalitarną ideologią, nie miała możliwości rozszerzania się w stosunku do terenów za Zbruczem. Tam NKWD po szybkim ujęciu takiego agitatora, w najlepszym razie strzałem w tył głowy posłałaby go do piachu.

Natomiast agitatorzy mający doskonałą bazę na terenie Małopolski Wschodniej, świetnie wiedzieli, że prosta ukraińska ludność Wołynia jest podatna na agitację nienawiści i bezwzględnie to wykorzystali.

ceniow_nacjonalisci_ukrainscy_oun

Napis na przedwojennej szkole w Ceniowie w Tarnopolskiem autorstwa OUN wzywający by nie uczyć się po polsku tylko po ukraińsku. Na tablicy zamazano polskie godło

Teorię o “przewinach II RP” kompletnie obala wydana w 2009 r. książka ilustrująca przedwojenny terroryzm nacjonalistów ukraińskich na tle warunków rozwoju ukraińskiej mniejszości w Polsce w latach międzywojennych.

“Działalność terrorystyczna i sabotażowa nacjonalistycznych organizacji ukraińskich w Polsce w latach 1922-1939” Lucyny Kulińskiej całkowicie rozprawia się z różnymi argumentami środowisk politycznie poprawnych.

Jednym z nich jest ten o polskiej kolonizacji na Kresach Południowo-Wschodnich, czyli nabywaniu ziemi przez Polaków jako o czynniku zadrażniającym Ukraińców. Choćby na Wołyniu, Ukraińcy jeśli chodzi o nabywanie ziemi po Rosjanach, czy polskich ziemianach byli bowiem do tego stopnia promowani, że polscy chłopi chcąc uzyskać również jakieś jej fragmenty ubierali się w soroczki (ludowe koszule ukraińskie) i zmieniali deklarację narodowości!

Szum zaczął się dopiero wtedy, gdy spostrzeżono dużą przesadę i niesprawiedliwość w tym procederze “zachęcania Ukraińców do Polski” i zwiększono pulę dla Polaków. Nacjonaliści ukraińscy rozpoczęli więc kampanię propagandową mówiącą o kolonizacji. To tylko jeden z wielu faktów obalających mit o 20 latach cierpień i niesprawiedliwości wobec Ukraińców w II RP.

Tylko do roku 1923, kiedy Polacy nie zdążyli się jeszcze praktycznie w ogóle “narządzić”, Ukraińska Organizacja Wojskowa, w pewnym uproszczeniu poprzedniczka OUN, dokonała ponad trzystu zamachów, podpaleń, napadów czy demonstracji. Do polskich akcji zabezpieczenia, zwanych dziś “pacyfikacjami”, było wtedy jeszcze daleko.

W książce znajdziemy fragmenty ulotek, nawet z lat 1918, 1919 wzywających do nienawiści wobec państwa polskiego i jego ucisku. “Ukraiński narodzie (…) kto w Boga wierzy, kto ma w sobie tyle sił, aby unieść rusznicę albo nóż przeciw lackim pijawkom, a Bóg odpuści tobie bracie grzechy, jakbyś odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej (…)”.

Był to zaledwie początek promocji nienawiści do Polaków i negacji państwa polskiego. Autorem wspomnianej ulotki był najprawdopodobniej jakiś zdeprawowany ksiądz grekokatolicki. Książka jest tyleż kopalnią wiedzy w tym zakresie, co efektem ciężkiej, mrówczej pięcioletniej pracy autorki, która dotarła do najrozmaitszych dokumentów oraz archiwów służb specjalnych, Korpusu Ochrony Pogranicza, policji, nielegalnej literatury ukraińskiej przemycanej do Polski itp.

oun-ukrainscynacjonalisciukrainscy

Kongres założycielski Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich w Wiedniu w 1929 roku.

Możliwości rozwoju ukraińskich instytucji były ogromne i stały się one w II RP potęgą. Towarzystwa Społeczno – Oświatowe “Proswita” czy Ridna Szkoła, założone w czasach austriackich, doczekały gigantycznego wprost rozwoju.

Ta ostatnia organizacja, jako towarzystwo pedagogiczne, była formą prywatnego szkolnictwa i wzrosła do grudnia 1933 o 650 kół (!) do 1411. Wspomniany fakt przeczy szerzonym bezkrytycznie argumentom o rzekomym masowym zamykaniu ukraińskich szkół.

W II RP istniała alternatywna państwowa sieć szkolnictwa z ukraińskim językiem wykładowym. Dobrym przykładem jest zamknięcie dwóch ukraińskich gimnazjów za powiązania kadry i uczniów z terrorystami. Uczniów przejmowała wtedy Ridna Szkoła, rozrastająca się w szybkim tempie sieć szkolnictwa “prywatnego”.

Natomiast biskup Jozafat Kocyłowski zatrudnił całą zwolnioną, ziejącą nienawiścią do polskości kadrę w otworzonym specjalnie w tym celu seminarium duchownym. Tam miała ona możność zarabiania wykładając różne przedmioty i przy okazji deprawując młodzież.

Największe dotacje, także na Ridną Szkołę, wykładał kościół grekokatolicki. Tak więc paradoksalnie, według prawa wynikającego z Konkordatu, w obu wypadkach źródłem finansowania nadal w największym stopniu było państwo polskie.

drukarnia_ukrainska_lwow_prasa

Drukarnia gazet ukraińskich w przedwojennym Lwowie na ulicy Chorążczyzny

Szczególną potęgą była jednak ukraińska spółdzielnia mleczarska „Masłosojuz”, która z niewielkiego zalążka 100 niewielkich spółdzielni w czasach austriackich rozrosła się do ogromnej potęgi na Kresach Południowo-Wschodnich.

Nieomal zmonopolizowała produkcję, skupiając pół miliona z 800 tys. gospodarstw i prowadziła eksport nie tylko na rynek wielu krajów Europy, ale nawet Mandżukuo. Spółdzielnia operowała we współpracy z ukraińskim Centrobankiem, którego liczba oddziałów rozrosła się do 1400, a roczny obrót roczny wynosił 700 milionów złotych.

Niestety, wszystkie te instytucje na skutek liberalnej nie tylko w stosunku do mniejszości ukraińskiej, ale i ukraińskich środowisk szowinistycznych polityki II RP były przenikane przez Organizację Nacjonalistów Ukraińskich, których celem była destabilizacja państwa polskiego.

Polskie służby specjalne oraz kręgi związane z ruchem prometejskim pragnęły wykorzystać ukraińskich szowinistów w razie wojny “na eksport” za Zbrucz, by tam szerzyli swoje idee. Polskie służby łudziły się, że w ten sposób zapomną oni o swoich pretensjach do terytorium RP. Nasz błąd dostrzegliśmy za późno, dopiero na niedługo przed wojną.

oun_zbrodnie_ukrainskie_bandera_sobinski_proces

Proces przeciwko mordercom kuratora Lwowskiego Okręgu Szkolnego Stanisława Sobińskiego (zabójstwo zlecone przez Stepana Banderę) przed Sądem Okręgowym we Lwowie, 1928

Pomimo tak krótkowzrocznej polityki, na przełomie lat 20-ch i 30-ch zdelegalizowano Płasta, czyli ukraińskie harcerstwo, spenetrowane całkowicie przez UWO. Jednak nigdy, aż do rozpoczęcia działań wojennych nie odważono się na delegalizację młodzieżowej organizacji „Łuh”, by nie zadrażniać Ukraińców, pomimo totalnego opanowania jej struktur przez OUN.

Cała książka jest próbą ilustracji dwóch tendencji. Po pierwsze – rozpaczliwej obrony swojej integralności terytorialnej przez młode państwo polskie przed ukraińskim terroryzmem, po drugie – polityki przekonywania Ukraińców do państwa polskiego prowadzonej przez całe 20-lecie.

Co istotne, najbardziej proukraińscy politycy RP oraz propolscy działacze ukraińscy ginęli w zamachach dokonywanych przez UWO-OUN. Zwykłych Ukraińców nie trzeba było przekonywać do pokojowego życia z Polakami, było to dla nich oczywiste. Byli oni jednak często terroryzowani przez ukraińskich nacjonalistów, przy braku reakcji polskiego państwa, które nie chciało zadrażnień.

Jeśli się już ta reakcja pojawiała, to wszelkie działania by sparaliżować przestępcze struktury związane z nacjonalistami ukraińskimi, były gwałtownie oprotestowywane na forum międzynarodowym przez ukraińskie organizacje oficjalne, nie mające rzekomo z terrorystami nic wspólnego.

Przykładem są choćby słynne akcje “pacyfikacyjne” uderzające w ukraiński ruch terrorystyczny, które jednak pomimo skarg ukraińskich parlamentarzystów, zostały przez badającą tę sprawę Komisję Ligi Narodów całkowicie usprawiedliwione.

daniliszyn-bilas-zurakiwskij-lwow-1932-nacjonalisciukrainscynacjonalisci

Lwów 1932. Proces nacjonalistów ukraińskich z OUN, którzy w Truskawcu zamordowali posła na Sejm RP Tadeusza Hołówko, zwolennika porozumienia polsko – ukraińskiego. Wasyl Biłas (z lewej) i Dmytro Daniłyszyn (w środku) zostali skazani na karę śmierci i powieszeni. Marianowi Żurakiwskiemu (z prawej) zamieniono karę śmierci na 15 lat więzienia

Publikację Lucyny Kulińskiej warto nabyć, jednak ma ona jedną wadę. Prócz tego, że jest ona świetnym kompendium wiedzy, co nie pozostaje bez wpływu na jej objętość, została wydana zaledwie w 300 egzemplarzach. Być może, kilka sztuk błąka się jeszcze w magazynach internetowych księgarń i szczęśliwcy, którzy “wygooglują” taką ofertę, zdążą książkę kupić.

Szkoda, że wydano tak mały nakład ponieważ każdy człowiek interesujący się Kresami Wschodnimi, książkę tę winien mieć jako pozycję podstawową. Żadna bowiem inna nie tłumaczy tak kompleksowo międzywojennych konfliktów na tle etnicznym, względem wielonarodowości II RP. Książka jest więc jedyną w swoim rodzaju charakterystyką podłoża, które potem stało się sceną ludobójstwa w latach 1939-1947.

Autorka w sposób przejrzysty i na podstawie niezbitych faktów udowadnia, że jedyną “winą” polskiej międzywojennej polityki wewnętrznej wobec mniejszości była nie rzekoma bezwzględność RP, ale raczej naiwność wobec prawdziwego oblicza ukraińskich nacjonalistów.

Aleksander Szycht

Tekst ukazał się po raz pierwszy na portalu Kresy24.pl (w czasach dawnej jego Redakcji). Przypominamy go w związku z szeroką debatą społeczną po wejściu na ekrany filmu “Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Czytaj także: Mysterium Iniquitatis, czyli Rzeź Wołyńska jako zbiorowe opętanie (WIDEO)

Reporters.pl

Powiązane artykuły

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow