Polacy na Białorusi nie dadzą sobą manipulować! Nie – dla pomysłu połączenia z KGB-owskim związkiem

By Dział: Polityka Społeczeństwo | 8 listopada 2016

Rada Naczelna Związku Polaków na Białorusi wydała uchwałę, w której protestuje przeciwko tajnym planom Warszawy i Mińska połączenia tej niezależnej organizacji z marionetkowym “związkiem Polaków” kierowanym przez białoruskie KGB.

Na posiedzeniu Rady w dniu 5 listopada br. jej członkowie jednogłośnie wyrazili w głosowaniu zdecydowany sprzeciw wobec tych planów, które polski MSZ próbuje przeprowadzić z reżimem Aleksandra Łukaszenki bez jakiejkolwiek konsultacji z polską mniejszością.

“Powyższy scenariusz, jak sugerują publikacje w mediach, został wypracowany w drodze zakulisowych rozmów między Mińskiem a Warszawą i wkrótce ma być zrealizowany” – czytamy w uchwale.

Tymczasem zarówno prezes Rady Naczelnej ZPB Andżelika Borys, jak i prezes Zarządu ZPB Mieczysław Jaśkiewicz zaprzeczyli jakoby mieli jakikolwiek związek z tymi rozmowami. “Andżelika Borys wyraziła stanowczy sprzeciw wobec scenariusza łączenia niezależnego ZPB z marionetkową strukturą białoruskiego rządu o tej samej nazwie” – podkreślono w uchwale.


Również prezes Jaśkiewicz przypomniał, że podobny scenariusz próbowano już przeprowadzić w latach poprzednich, w czasie rządów PO i Związek uznał go wtedy za niemożliwy do zaakceptowania. “Od tamtego momentu moja osobista opinia na temat łączenia niezależnej organizacji z marionetkową pozostaje niezmienna” – podkreślił.

W toku dyskusji członkowie Rady Naczelnej zwracali uwagę, że problem wokół ZPB powstał wskutek tego, iż w 2005 r. ta największa na Białorusi organizacja reprezentująca mniejszość polską w sposób demokratyczny uwolniła się spod nadzoru białoruskiego KGB i zapragnęła działać jako organizacja niezależna aby skutecznie bronić interesów polskiej mniejszości.

Uniezależnienie się spod wpływów białoruskiego KGB zostało odebrane przez władze Białorusi jako zagrożenie dla interesów państwa białoruskiego, co doprowadziło do delegalizacji demokratycznie wybranych władz organizacji i utworzenia przez KGB drugiego marionetkowego związku imitującego jedynie działalność na rzecz rozwoju polskości.


“Interesów i praw polskiej społeczności na Białorusi może skutecznie bronić tylko organizacja niezależna od władz państwowych i służb specjalnych” – podkreślono w uchwale ZPB.

W związku z tym Rada Naczelna postanowiła wyrazić zdecydowany sprzeciw wobec pomysłu łączenia niezależnego ZPB z marionetkową organizacją władz białoruskich, a także zaapelowała do białoruskiego rządu o rozpoczęcie bezpośrednich negocjacji z kierownictwem niezależnego ZPB w celu legalizacji zepchniętego do podziemia Związku.

Z kolei do polskiego rządu zaapelowano o “niegodzenie się na scenariusze uregulowania kwestii ZPB bez konsultacji z jego demokratycznie wybranym kierownictwem”, a także o rozpoczęcie negocjacji z władzami Białorusi o możliwości dostępu ZPB do 16 Domów Polskich i Szkół Polskich w Grodnie i Wołkowysku, które władze Łukaszenki odebrały Polakom po delegalizacji ZPB w 2005 r.

Dodajmy, że Domy te zostały niegdyś zbudowane dla ZPB wyłącznie za pieniądze polskiego podatnika i miały służyć rozwojowi polskiej oświaty, kultury, nauczania języka polskiego i polskiej historii oraz działalności polskich drużyn harcerskich, sportowych, klubów i zespołów ludowych. Teraz – pod egidą reżimowego związku – działają tam głównie białoruskie firmy komercyjne.

Komentarz Reporters.pl:

To, czego białoruskim służbom nie udało się zrobić siłą, groźbami i represjami przez 11 lat – przejęcie kontroli nad niezależnym ZPB – teraz miało zostać dokonane pod hasłem połączenia go z reżimowym “związkiem Polaków”, którego kierowniczy trzon stanowią kadrowi oficerowie KGB, tajni współpracownicy i krzewiciele komunistycznej ideologii lojalni wobec reżimu.

To tak jakby wpuścić lisa do kurnika. Wystarczy, że kilku agentów wejdzie do Zarządu, obsadzi kluczowe stanowiska w “połączonym Związku” i możemy zapomnieć o jakiejkolwiek realnej działalności. Wiadomo, że w takiej sytuacji odejdą wszyscy aktywni działacze, którzy od lat bronią niezależności ZPB.

Byłby to też koniec nauczania języka polskiego i polskiej historii, koniec z niezależną prasą związkową, koniec z polską działalnością patriotyczną. Związek stałby się zwykłą fasadą reżimu, wydmuszką mającą dowodzić, że Łukaszenka szanuje prawa polskiej mniejszości.

Problem w tym, że ów pomysł, który kiedyś usiłował narzucić rząd Tuska i z którego wycofał się w atmosferze skandalu i po ostrej krytyce ze strony PiS-u, teraz usiłuje powtórzyć tenże PiS. Wiadomo, że rozwiązanie to odpowiada także Ambasadzie RP w Mińsku.

Trudno się jednak dziwić, skoro wysłany przez ministra Witolda Waszczykowskiego do Mińska nowy polski ambasador to nie kto inny jak Konrad Pawlik – były wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Platformy Obywatelskiej. A jego zastępcą jest Marcin Wojciechowski, były dziennikarz “Gazety Wyborczej” i rzecznik MSZ pod rządami Radosława Sikorskiego.

Dlaczego polskiej dyplomacji tak zależy, żeby niezależny polski związek w końcu zniknął? Odpowiedź jest prosta – to cena jaką polski MSZ chce zapłacić Łukaszence za dobre stosunki, łudząc się, że w ten sposób “odciągnie go od Putina”.

Nie będzie niepokornego związku – nie będzie problemu, nie trzeba się będzie upominać o łamane prawa Polaków, narażając się na niezadowolenie białoruskiego prezydenta i psując miłą atmosferę urzędowania polskich dyplomatów na Białorusi, którzy teraz będą się mogli zająć tzw. “konstruktywnym dialogiem” z reżimem, czyli w praktyce przelewaniem z pustego w próżne.

Jak naiwna jest taka wiara w dobrą wolę Mińska rozumie każdy, kto choć trochę wie jak działa Łukaszenka, który od 22 lat u władzy ani razu nie dotrzymał żadnej obietnicy, w tym oszukał Sikorskiego w sprawie ZPB, a w 2010 r. całą UE, obiecując wolne wybory.

Łukaszenka straci swój stołek dokładnie w dniu, w którym Władimir Putin uzna, że białoruski prezydent wykazał się chociażby cieniem realnej nielojalności wobec Moskwy. Rozumie to każdy, ale nie minister Waszczykowski, który na ołtarzu wielkiej polityki postanowił położyć los polskiej mniejszości, tak jak kiedyś chcieli to zrobić Tusk z Sikorskim.

Tymczasem “reżimowi działacze” opowiadają naszym dyplomatom banialuki o tym jak dynamicznie działa ich “związek”, który rzekomo liczy “3 tysiące aktywnych członków”, a nasi urzędnicy – świadomie lub nie – dalej kolportują tę fikcję, która ich zdaniem jest argumentem na rzecz połączenia obu organizacji.

Wystarczy jednak zajrzeć do dowolnego z przejętych przez reżim dawnych Domów Polskich, żeby przekonać się, że nie ma w nich żadnej polskiej działalności, co najwyżej jakieś polskie dekoracje na ścianach i gadżety na użytek naiwnych gości z polskiej ambasady czy konsulatu. Wyjątek stanowi Dom Polski w Baranowiczach, którego reżimowe ZPB nie kontroluje.

Budynki te – wzniesione i wyposażone za ogromne pieniądze wyłącznie z kieszeni polskiego podatnika – służą dziś głównie jako lokale podnajmowane białoruskim firmom komercyjnym, sceny dla białoruskich tańców ludowych lub sale dla prelekcji z dziedziny komunistycznej ideologii państwowej. Jak miło wiedzieć, że pieniądze z naszych podatków poszły na takie szczytne cele.

Może teraz – po uchwale Rady Naczelnej ZPB – ktoś się w polskim MSZ w końcu obudzi i dotrze do niego, że z polskiej mniejszości nie można robić karty przetargowej dla uprawiania “polityki miłości z Łukaszenką”. Różnymi rzeczami można płacić za przyjaźń z dyktatorem, ale nie rezygnacją z obrony praw Polaków na Kresach.

Być może polscy dyplomaci uzmysłowią też sobie, że próby robienia z ZPB swojej marionetki, włącznie z próbą zmuszenia Związku aby nie publikował obecnej swojej uchwały, nie powiodą się i są niedopuszczalne w stosunku do niezależnej organizacji pozarządowej Polaków, która powinna być przez polski MSZ wspierana, a nie manipulowana.

Czytaj także: Rząd PiS zdradził Polaków na Litwie! Oddał legendarną polską szkołę w Wilnie

Reporters.pl

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow