Polak zranił terrorystę z Berlina? Niemcy go przyjęli, choć wiedzieli, że jest groźny!

By Dział: Przestępczość i Terror | 21 grudnia 2016

Jakim cudem zamachowiec z Berlina, którego władze Niemiec od początku uznawały za niebezpiecznego i wiedziały, że posługuje się fałszywymi dokumentami, mógł miesiącami spokojnie chodzić po niemieckich ulicach?

24-letni terrorysta z Tunezji  Anis Amri, który w poniedziałek dokonał zamachu wjeżdżając porwaną polską ciężarówką na jarmark świąteczny w Berlinie, dostał w kwietniu br. prawo pobytu w Niemczech pomimo, że już wtedy policja określiła go jako “osobę niebezpieczną” – podaje “Süddeutsche Zeitung”.

Policja wprawdzie obserwowała podobno Tunezyjczyka, który utrzymywał kontakty z islamskim kaznodzieją terrorystów Abu Walaa, ale kiedy miesiąc temu “duchowny” ten został aresztowany wraz z 4-ma innymi islamistami, Anis Amri zniknął.

Według informacji z niemieckiej policji, wiedziała ona też, że islamista posługiwał się wcześniej ośmioma różnymi nazwiskami. Najwyraźniej tego również nie uznano za powód do jego aresztowania.

Teraz jego dokumenty znaleziono w porwanej polskiej ciężarówce. Niewykluczone, że wypadły mu, kiedy szarpał się z rannym polskim kierowcą Łukaszem Urbanem, który usiłował wyrwać mu kierownicę i powstrzymać masakrę.

Jest bardzo prawdopodobne, że zanim terrorysta pchnął nożem i zastrzelił Polaka, ten zdołał również go zranić. Berlińska policja potwierdza bowiem, że w kabinie znaleziono nie tylko krew Polaka, ale także zamachowca. Funkcjonariusze sprawdzają więc teraz wszystkie możliwe szpitale, również wokół Berlina.

Nie można też wykluczyć, że Anis Amri będzie np. próbował przedostać się przez pobliską granicę do Polski. Dlatego publikujemy jego pełne zdjęcie, a nie – jak robi to poprawna politycznie niemiecka policja – częściowo zaciemnione.

Czytaj także: Niemieckie gazety: polski kierowca to wielki bohater! (FOTO)

Reporters.pl

Powiązane artykuły

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow