Była druga krwawa pacyfikacja kopalni “Wujek”? Całkowicie zapomniana?

By Dział: Historia Społeczeństwo W popularnych | 20 stycznia 2017

Jeśli historycy potwierdzą tę informację to okaże się, że pacyfikacja kopalni “Wujek” z 16 grudnia 1981 r. wcale nie była pierwszą zbrodnią komunistyczną w tej kopalni.

Na ślad wiadomości o tym całkowicie zapomnianym wydarzeniu natrafiliśmy w archiwum paryskiej “Kultury” w numerze 11/37 z roku 1950. W artykule “Sytuacja w kraju poprzez korespondencję” Józef Łobodowski cytuje liczne listy słuchaczy z Polski adresowane do Radia Madryt, które w tym czasie nadawało audycje po polsku.

Wśród wielu ciekawych i jednocześnie niezwykle ponurych opisów polskiej rzeczywistości tamtych stalinowskich lat zawartych w tych listach, jeden z czytelników napisał:

“Kto by do kina na sowiecki film nie poszedł, już jest politycznie podejrzany i przy pierwszej okazji się go oskarży za byle jaki wymyślony sabotaż i już siedzi. Na kopalni “Wujek” koło Katowic miała miejsce taka oto zbrodnia. Kiedy robotnicy odmówili wykonania nieludzko wysokiej normy wydobycia węgla zjechali siepacze spod znaku UB… użyto broni… po stronie robotników padło sześciu zabitych i 14 rannych, po stronie bolszewickiej padł jeden czerwony policjant.


Boję się podać prawdziwe nazwisko, bo mógłbym się znaleźć w Milęcinie (komunistyczny obóz pracy przymusowej – Red.). A nie macie pojęcia co znaczy tam Polak prawdziwy, co nie chwali Demokracji Ludowej – w Milęcinie uśmierca się takiego na serce. Rozmawiałem z kolegą, który siedział w Milęcinie. Jak opowiadał mi o tym obozie, włosy mi dęba stawały” – pisze słuchacz.

Czy informacja o 6-ciu zabitych i 14-tu rannych w starciu z UB-cją w kopalni “Wujek” na przełomie lat 40/50 jest prawdziwa, czy była to tylko zasłyszana przez autora listu plotka? W historii kopalni z tych lat nie natrafiliśmy na żadne informacje o takim wydarzeniu.

Wiadomo jednak, że warunki pracy w kopalni w tym czasie były mordercze, szczególnie w przypadku skierowanych tam do pracy w ramach zastępczej służby wojskowej żołnierzy. Pierwszy 800-osobowy batalion rozpoczął pracę w “Wujku” w 1949 r.


Potem liczba tych żołnierzy-robotników wahała się między 1000 a 1800 aż do 1959 r. Często ulegali oni ciężkim wypadkom w wyniku nieludzkich warunków. Czy to oni mogli stać się zarzewiem tamtego krwawo stłumionego buntu? Kiedy mógł on mieć miejsce? W 1949, w 1950, a może jeszcze wcześniej? Na to pytanie powinni odpowiedzieć historycy.

Skądinąd mało kto dziś w Polsce pamięta, że w drugiej połowie lat 40-ch, pomimo totalnego reżimu stalinowskiego, strajki i bunty w zakładach pracy, także w śląskich kopalniach, wcale nie należały do rzadkości.

Jak pisał Rafał Górski w artykule “Opór społeczny w Polsce w latach 1944-1989”, pierwszy strajk robotniczy w Łodzi miał miejsce już w 1945 r. a do końca 1948 r. było ich co najmniej 825. W niektórych uczestniczyło nawet 30 tys. robotników w jednym mieście i trwały wiele dni.

“Iskrą zapalną strajku hutników w Będzinie było na przykład wydanie im konserw rybnych zamiast mięsnych. Równie liczne były strajki w obronie robotników wyrzuconych z pracy lub aresztowanych za kradzież w swoim zakładzie. (…)

Odnotowano kilka strajków “przeciw Żydom w dyrekcji” (Łódź i Lublin). Podczas wieców w kopalniach wołano podobno, że “w Polsce nie rządzą robotnicy czy chłopi, ale szatan. 6 sierpnia 1948 wybuchł też strajk części warszawskich tramwajarzy ze względu na przypadające tego dnia święto Przemienienia Pańskiego” – wylicza autor.

Według niego, choć do siłowej pacyfikacji strajków przez władzę dochodziło rzadko, to np. strajk portowców w Gdańsku w sierpniu 1946 r. miał drastyczny przebieg. Zdławiono go siłą ze względu na wykorzystywanie portu przez Armię Radziecką – zginął jeden robotnik i jeden funkcjonariusz UB, ponad 200 robotników aresztowano.

“Jeden ze strajkujących otrzymał wyrok śmierci, kilku wieloletnie wyroki. Część robotników wysiedlono karnie z miasta” – pisze Górski.

Z kolei “w lipcu 1946 r. w czasie strajku w cementowni “Szczakowa” zdesperowani robotnicy zaczęli niszczyć maszyny, a we wrześniu 1947 podczas strajku włókniarzy w Łodzi pobito i wyrzucono za bramę łamistrajków”. We wrześniu 1951 r. miała miejsce fala strajków po wprowadzeniu racjonowania mięsa.

“W latach 1949-1955 ilość i zasięg publicznych protestów drastycznie zmalał. Jeśli wybuchały strajki, jak w kopalniach węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim wiosną 1951 roku, to ich podłożem był zwykle sprzeciw wobec narzucania wyśrubowanych norm i wydłużania czasu pracy. Przekonanie górników do zakończenia protestu było przepustką do dalszej kariery dla Edwarda Gierka, wówczas szeregowego członka PZPR, a 20 lat później pierwszego sekretarza partii” – przypomina autor.

Czy na tym tle mogło dojść do krwawych wydarzeń, które opisywał anonimowy czytelnik w liście do Radia Madryt w roku 1950? Gdyby informacja ta się potwierdziła, byłby to najbardziej krwawo stłumiony protest robotniczy w tamtym czasie, o którym nikt dziś nie pamięta. Okazałoby się też, że pacyfikacja kopalni “Wujek” w stanie wojennym wcale nie byłą pierwszą w historii tego zakładu.

Czytaj także: Z tajnego archiwum CIA: Rosjanie rozstrzelali pod Gdynią 10 tys. własnych rodaków!

Reporters.pl

Powiązane artykuły

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow