Wlazł z kamerą w gniazdo szerszeni. Chciał pokazać imigrancki handel podróbami (WIDEO)

To się nazywa dziennikarstwo ekstremalne. Dziwne, że włoski reporter w ogóle wyszedł z tego żywy.

Nie trzeba jechać na wojnę, żeby wrócić z reportażu ostro poobijanym. Wystarczy odwiedzić jedno z licznych nielegalnych imigranckich targowisk we Włoszech. Trudno powiedzieć, na co liczył dziennikarz włoskiej telewizji wyruszając z dwoma kamerzystami na tę samobójczą misję.

Można to porównać do włożenia ręki w gniazdo szerszeni. Chyba tylko kompletnemu zaskoczeniu imigranckich handlarzy reporter zawdzięcza to, że nie został “zgaszony” już na samym początku i udało mu się przejść kilkadziesiąt metrów, filmując podróby masowo sprzedawane na targowisku.

Ale w końcu czarnoskórzy handlarze otrząsnęli się ze zdumienia. Jedni zaczęli natychmiast zakrywać wielkimi płachtami swój towar, a reszta rzuciła się na ekipę telewizyjną. Dziennikarz dostał kopa w twarz, kamerzysta poturbowany, a jedna kamera zmiażdżona. W końcu nie można puścić płazem takiego bezczelnego zakłócania handlu.


Na miejsce przybyła policja. Tylko co z tego? Przecież wie ona od dawna co to za targowisko i czym się tu handluje, a mimo to pozwala na to, choć w ten sposób okradani są masowo legalni producenci, w odróżnieniu od imigrantów płacący uczciwie podatki, z których ta policja jest utrzymywana.


Reporters.pl [Wojna-Dynam]


Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow