To zamach wykończył Breżniewa! Przywódcę Związku Sowieckiego przywaliło rusztowanie (FOTO)

By Dział: Historia W popularnych | 29 czerwca 2017

Rosyjska agencja Fergana ujawniła wspomnienia naocznych świadków niezwykłego zdarzenia, które poprzedziło śmierć słynnego I Sekretarza KPZR Leonida Breżniewa.

Powszechnie sądzi się, że to zawał był przyczyną śmierci sowieckiego przywódcy w listopadzie 1982 r., od której faktycznie rozpoczął się ostateczny upadek komunistycznego imperium trzęsącego połową świata. O tym, że “atak serca” tylko zakończył to, co stało się wcześniej, wiedzieli dotychczas bardzo nieliczni. Wśród nich zapewne ci, którzy sami się do tego przyczynili.

W ostatnim roku swojego panowania 76-letni Breżniew był już w bardzo złej formie. Schorowany, zniedołężniały i cierpiący na zaniki pamięci “Lońka” coraz częściej stawał się przedmiotem kpin i opowiadanych po cichu dowcipów. Realną władzę w kraju sprawowało jego otoczenie i KGB, a on sam – niczym kukiełka – był tylko wystawiany na trybuny w czasie świąt państwowych.

Czasem też wożono go na różne spotkania z robotnikami do zakładów pracy. I to właśnie w czasie jednego z nich – w marcu 1982 r. w sowieckim Uzbekistanie – doszło do groźnego wypadku, który ostatecznie zniszczył zdrowie I Sekretarza i przyspieszył jego zgon.


Tym razem Breżniew miał złożyć wizytę w zakładach TAPO im. Czkałowa w Taszkencie produkujących samoloty Ił-76. W tych czasach pracowało w nich nawet 100 tys. osób. Jak przed każdą taką wizytą KGB starannie sprawdzało każdy najdrobniejszy szczegół bezpieczeństwa i dokładnie planowało scenariusz.


Jednak kilka dziwnych poprzedzających tę wizytę zdarzeń każe przypuszczać, że to co w jej trakcie nastąpiło, nie było zwykłym wypadkiem, ale perfidnie zaplanowanym zamachem.


Przede wszystkim – w odróżnieniu od innych podobnych spotkań, na które spędzano zawsze tylko “sprawdzonych towarzyszy” i partyjny aktyw – tym razem radiowęzły w całym zakładzie od rana trąbiły, że na spotkanie z Breżniewem może przyjść każdy chętny.

Nic więc dziwnego, że w hali zakładu zgromadziła się ogromna masa ludzi. W pewnej chwili ktoś przyholował dwie wielkie platformy na kołach, ustawiając je dokładnie tak, żeby Breżniew wraz ze świtą musiał przejść bezpośrednio pod nimi, niczym pod wielką arką. Było oczywiste, że na rusztowanie wdrapie się tłum chętnych, chcąc zobaczyć I Sekretarza.

Nikt nie zwrócił uwagi, że na tych pozornie solidnie wyglądających platformach, służących na co dzień robotnikom do prac przy kadłubach samolotów, może przebywać na raz najwyżej 5 osób. Tymczasem na zgromadziło się na nich może nawet 100 gapiów.

Mało kto pamiętał, że kilka lat wcześniej jedna z takich platform zawaliła się pod ciężarem tłumu, kiedy wspięło się na nią zbyt dużo ludzi chcących zobaczyć odwiedzających zakład sowieckich kosmonautów. Wtedy jednak nikt nie zginął i szybko o tym zapomniano.

Ale ktoś chyba jednak to zapamiętał i teraz “usłużnie” podtoczył platformy dokładnie w miejsce, pod którym będzie przechodził Breżniew, dobrze przewidując, że w takiej chwili wszyscy zaczną napierać na jedną stronę rusztowania.

I tak się też stało. “Dokładnie w momencie przejścia I Sekretarza rozległo się groźne skrzypienie, potem trzask i nagle jedna z platform wraz z całą masą ludzką zaczęła walić się w dół” – opowiada agencji Fergana Wiktor Krymzałow, jeden z robotników, który widział to wtedy na własne oczy.

“Jakiś spadający mężczyzna kopnął Breżniewa ciężkim butem w głowę, następnie wyrżnęła w niego żelazna belka z rusztowania, a na końcu na I Sekretarza spadła… obcięta przez ostrą blachę pięta jakiejś rannej kobiety” – relacjonują inni cytowani świadkowie, którzy stali tuż obok.

Zdaniem Krymzałowa, życie uratowało Breżniewowi tylko to, że rusztowanie zawaliło się płynnie, zakosami. Gdyby runęło pionowo i w jednej chwili – z przechodzącego pod nim Breżniewa i towarzyszącego mu I Sekretarza KC Uzbekistanu Szafara Raszidowa nie byłoby co zbierać.

Tuż przed upadkiem konstrukcji Breżniewa nakrył też własnym ciałem jego osobisty ochroniarz. Po chwili – być może w szoku, a może nie pojąwszy co się stało – ochroniarz ten zerwał się z podłogi i wyszarpnął pistolet, krzycząc: “Pozabijam was, suki!”, po czym zaczął strzelać w powietrze.

Tłum rzucił się do panicznej ucieczki. Przerażone kobiety masowo pogubiły robocze kapcie – opowiada Krymzałow, który został, żeby zobaczyć co będzie dalej. Pokrwawionego Breżniewa, z rozbitą głową, wyciągnięto w końcu spod kłębowiska ludzi i metalowych prętów. Jęczącego z bólu I Sekretarza ochrona zabrała do tylnego wyjścia z hali, skąd samochód zawiózł go do szpitala.

Lekarze stwierdzili poważne złamanie obojczyka i ramienia. Jednak z powodu bardzo złego krążenia nie zdecydowano się na operację ortopedyczną. Ale zamiast pozwolić Breżniewowi dojść do siebie, do szpitala wpadli nagle jego partyjni koledzy, wbili ledwo żywego i połamanego przywódcę w garnitur i wystawili na trybunie aby pokazać tłumom, że wszystko z nim w porządku.

Po tym ciosie I Sekretarz już nigdy nie doszedł do siebie. Złamanie się nie zrosło. Jego stan pogarszał się z miesiąca na miesiąc, a 10 listopada 1982 r. ogłoszono jego śmierć na zawał serca. Według jednej z wersji wykończył go były szef KGB Jurij Andropow, który zajął jego miejsce i nie chciał dopuścić aby Breżniew namaścił na swojego następcę Ukraińca Wołodymyra Szczerbyckiego.

Czy to również Andropow i jego zabezpieczające wizytę w Taszkencie służby zadbały, aby na Breżniewa zawaliło się rusztowanie? Jest to bardzo prawdopodobne, gdyż trudno uwierzyć, że przy tak zaostrzonych rygorach bezpieczeństwa jak w ZSRR, mógł to być wyłącznie skutek czyjejś niefrasobliwości.

Warto też przypomnieć, że nie był to pierwszy zamach na Breżniewa. Już w 1969 r. do jego limuzyny strzelał z dwóch pistoletów na Placu Czerwonym 21-letni lejtnant lotnictwa Wiktor Iljin przebrany w mundur sierżanta milicji. Ciężko ranny został kierowca i motocyklista z eskorty.

Breżniew w ostatniej chwili wybrał inny samochód – wtedy ostrzeżony osobiście przez Andropowa. Jednak uciekając z miejsca zamachu zderzył się nagle z karetką. Skończyło się na rozciętym łuku brwiowym.

Rok później w dziwnym zderzeniu jego limuzyny z wojskową ciężarówką na jednym ze skrzyżowań Moskwy zginął siedzący na miejscu Breżniewa oficer Władimir Jegorow. Sam I Sekretarz – znowu w ostatniej chwili – postanowił nią nie jechać.

Jednak po katastrofie w Taszkencie I Sekretarz już się nie podźwignął, a w końcu – jak twierdzi badacz dziejów Rosji prof. Philippe Comte – Andropow dobił go fałszywymi tabletkami nasennymi. Po śmierci Breżniewa Związek Sowiecki zaczął błyskawicznie chylić się ku upadkowi.

Można więc obrazowo powiedzieć, że światowe Imperium Zła zawaliło się pod słabym rusztowaniem.

Czytaj także: Z sowieckiego Archiwum X: “ściśle tajna” tragedia na jeziorze.

Reporters.pl [Akcja-Szpieg-Krymi]

Czytane w tym tygodniu

Sorry. No data so far.

To dziś jest na TOP-ie!

To najczęściej czytacie!

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow