Inwazja długich ogonów na Szwecję! Sztokholm – szczurzą stolicą Europy (FOTO)

By Dział: Społeczeństwo W popularnych | 15 lipca 2017

Wyłażą z każdej dziury i nic nie jest w stanie ich powstrzymać. To dowód rozwoju kraju? Tak sugerują poprawne politycznie media.

Być może już wkrótce w Szwecji pojawią się zupełnie nowe “strefy no-go”, które należy omijać dużym łukiem. Tym razem nie ze względu na islamską przemoc, ale na inwazję szczurów, które plenią się w zastraszającym tempie. Na ogół zresztą strefy te dziwnym trafem się pokrywają.

Jak podaje The Local, do tradycyjnie zaszczurzonych miast – Sztokholmu i Göteborga – dołączył właśnie cały region Skanii, a szczególnie Malmö. Gryzonie wyłażą także masowo spod ziemi w Lundzie i Helsingborgu.

Cytowana przez szwedzką telewizję SVT agencja kontroli szkodników Anticimex alarmuje, że tylko w pierwszej połowie roku otrzymała 6.489 zgłoszeń o pladze szczurów, o wiele więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Tymczasem The Local sugeruje, że masowe pojawienie się szczurów jest dowodem rozwoju budownictwa mieszkaniowego w Szwecji. “Masowe prace budowlane naruszają podziemne gniazda szczurów i zmuszają je do wyjścia na powierzchnię. Dlatego mieszkańcy częściej je teraz widzą” – uspokaja w telewizji SVT Martin Stahl z Anticimexu. Czyli w zasadzie należy się cieszyć?

Podawane są też inne powody nagłej plagi szczurów: niesprzątanie po sobie na biwakach przez szwedzkich turystów, a nawet globalne ocieplenie, które sprawia, że zimy nie są dość mroźne by przetrzebić gryzonie. A każde szczurze małżeństwo płodzi rocznie nawet 250 pociech.

Ekspert szacuje, że szczurów w miastach jest zazwyczaj tyle samo co ludzi, co oznacza że w samym Malmö żyje ich co najmniej 350 tys. Wyjątkiem jest Sztokholm, który bije wszystkich na głowę. Nawet poprawny politycznie The Local określa go “szczurzą stolicą Skandynawii”, choć przecież nazwa tego gatunku to Rattus norvegicus.

“Eksperci wolą nie myśleć, ile jest tych gryzoni w szwedzkiej stolicy. 10 milionów? 100 milionów? Próba ich liczenia jest bezcelowa” – przyznaje Hakan Kjellberg z Anticimexu. “W centrum jest czysto, ale zejdźcie do metra, pójdźcie do parków lub ogrodów na przedmieściach i zobaczycie je natychmiast. Nie mówiąc już o kanałach miejskich” – pisze portal.

W dodatku szczury w Sztokholmie są ogromne, nawet 30-centymetrowe. “Przy nich te, które można zobaczyć u nas na Brooklynie, są jak niedokończone” – mówi amerykański turysta i przyznaje, że była to ostatnia rzecz jaką spodziewał się spotkać w słynącej z czystości Szwecji. Rekordzistę, którego pokazywały wszystkie media, znalazła we własnej kuchni rodzina w Solna – miał prawie 40 cm.

“Z nadziemnej stacji metra Gamla Stan roztacza się piękna panorama na budynki z XVII wieku. Ale nikt jej nie podziwia. Wszyscy patrzą na stada szczurów buszujące nie tylko między torami, ale i po peronie, wśród porzuconych toreb z McDonalda i opakowań po pizzy. Jakaś turystka z Kanady jęczy z przerażenia” – opisuje reporter typową scenkę dworcową.

Ulubione “paśniki” szczurów to, oczywiście, uliczne pojemniki na śmieci. Kiedy są przepełnione, nawet najbardziej świadomy ekologicznie Szwed zostawi torbę ze śmieciami na ziemi obok, gdzie natychmiast staje się ona łupem gryzoni.

Podobna sytuacja jest w Göteborgu, gdzie – jak podawał Göteborgs-Posten – liczba “szczurzych zgłoszeń” rośnie w tempie 20 proc. rocznie. Tu buszują one nawet w centrum miasta.

“Przyjdźcie tu szczególnie o 18-19-ej wieczorem. Albo rano koło piątej. W tym czasie szczury biegają wszędzie” – przyznaje Tommy Saar, technik z lokalnego Anticimexu. Odbywają się nawet specjalne posiedzenia Rady Miasta poświęcone walce ze szczurami i liczne seminaria uświadamiające obywateli w kwestii szczurzego problemu.

Światowa Organizacja Zdrowia WHO ostrzega, że szczury są zarażone wieloma odmianami pasożytów i przenoszą także różne choroby egzotyczne. Stanowią więc poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego i mogą zarażać ludzi nawet bez bezpośredniego kontaktu fizycznego.

Podważa to, oczywiście, także wizerunek turystyczny Szwecji. “Posiadanie największej populacji szczurów w Europie nie jest powodem do dumy i władze nie mogą tego ignorować, jeśli chcą uniknąć epidemii i międzynarodowego wstydu” – pisze portal. A może szczury po prostu uciekają ze Szwecji? Byle nie przez Bałtyk do nas.

Reporters.pl

Powiązane artykuły

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow