Imigranci wdzierają się do Europy nową trasą! Tego się nie zatrzyma

By Dział: Przestępczość i Terror Społeczeństwo | 16 września 2017

Wydawało się, że od południowego wschodu jest już bezpiecznie od kiedy Turcja na mocy umowy z UE zamknęła kanały przerzutu na Bałkany. Radość trwała krótko.

Przez Morze Czarne płyną do Rumunii setki imigrantów, którzy wyruszają łodziami z tureckiego wybrzeża – donosi Euronews, powołując się na rumuńską straż graniczną. Eksperci są przekonani, że przemytnicy ludzi uruchomili właśnie nowy 200-kilometrowy morski kanał przerzutowy.

Tylko w ciągu ostatnich dni rumuńskie służby zatrzymały trzy duże łodzie, na których było łącznie prawie 350-ciu nielegalnych imigrantów, głównie z Iranu i Iraku. Wciągu ostatniego miesiąca przybyło ich już tą trasą 480-ciu. Rumunia jest dla nich tylko przystankiem w drodze do Niemiec.

Dotychczas ta trasa była prawie nieuczęszczana – wystarczy zauważyć, że według danych europejskiej agencji granicznej Frontex, w 2016 r. przybył tędy tylko jeden imigrant. Teraz gwałtownie się to zmienia – od początku roku do Rumunii przybyło już nielegalnie 2.800 osób.


Władze w Bukareszcie wzmacniają ochronę wybrzeża, ale niewiele to pomaga bo imigrantów i tak trzeba przyjąć. Zdarzają się jednak sytuacje kuriozalne, jak w przypadku 12-tu imigrantów z Algierii i Maroka, którzy dostali się w Stambule na duński prom “Kaunas Seaways” pod litewską banderą płynący do ukraińskiego Czarnomorska i od miesiąca krążą na nim po Morzu Czarnym.

Żaden kraj nie chce ich bowiem przyjąć – ani Dania, ani Litwa, Ukraina, Turcja, Bułgaria, ani Rumunia. W końcu ich życiu nic nie grozi, więc nie ma presji aby ich przyjmować. Pływają więc tam i z powrotem między Stambułem i Czarnomorskiem i stają się coraz bardziej agresywni.

Rumuńska procedura zakłada, że każdy imigrant, który po przybyciu nie wystąpi o azyl polityczny, ma zostać odesłany do Turcji. Ale oczywiście wszyscy chcą azylu, więc są rozsyłani do tymczasowych ośrodków w całym kraju na czas zbadania ich wniosku, co zwykle trwa 10 miesięcy.


Rumuńskie służby usiłują też w tym czasie zweryfikować ich tożsamość, co niekiedy jest po prostu niemożliwe, gdyż imigranci często podają fałszywe dane lub nie mają przy sobie żadnych dokumentów.

W czasie rozpatrywania ich wniosków imigranci – oprócz zakwaterowania – dostają 3 euro dziennie na wyżywienie i dodatkowo 40 euro rocznie na ubranie. Nic więc dziwnego, że ich największym marzeniem jest jak najszybciej uciec dalej na Zachód.

Jest to jednak znacznie trudniejsze niż w przypadku trasy przez Włochy, gdyż Rumunia nie jest w strefie Schengen i kontrola graniczna jest ostrzejsza. Co ciekawe, w tym tygodniu szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker wezwał Rumunię i Bułgarię aby przystąpiły do Schengen.

Przypomnijmy, że pod presją Brukseli Rumunia zgodziła się ostatnio na przyjęcie 2 tys. imigrantów z Grecji i Włoch, a już wcześniej miała ich na swoim terytorium 700. Zaczyna robić się ciasno, biorąc pod uwagę, że pojemność 6-ciu rumuńskich ośrodków azylowych to ok. 1.330 miejsc. Ci, którzy się nie pomieszczą, będą musieli koczować w prowizorycznych namiotach.

To nie Włochy, gdzie władze wykładają grube sumy, żeby kwaterować imigrantów w luksusowych hotelach. Władze w Bukareszcie liczą też pewnie po cichu, że prędzej czy później imigranci i tak uciekną do Niemiec.

Reporters.pl

Obserwuj tę stronę
FollowFollowFollow