imigranci_zasilki

Imigrant ustanowił rekord wyłudzania świadczeń! Zgadnijcie ile miał tożsamości?

Nie zna granic naiwność niemieckich służb i podatność tamtejszego podatnika na „oskubywanie” przez rejestrujących się pod wieloma nazwiskami imigrantów.

W Brunszwiku jeden z nich ustanowił rekord – żył w Niemczech pod 12-ma nazwiskami. I oczywiście pobierał 12-krotne świadczenia. Nie on zresztą jeden. Łącznie tylko w tym jednym mieście policja wpadła na trop aż 300-tu podobnych przypadków, a straty w wyniku tych oszustw w samej tylko Dolnej Saksonii oceniane są na 5 mln euro.

Na drugim miejscu znalazł się 25-letni Sudańczyk z Hanoweru. Ten z kolei miał 7 tożsamości i wyłudził z niemieckiego socjalu prawie 22 tys. euro świadczeń. W końcu wpadł, ale jego obrońca na procesie tłumaczył, że „wykorzystał on jedynie lukę w systemie” – podaje Deutsche Welle.

„Prościej się już chyba tego nie da zrobić” – ocenia adwokat. Co prawda, w każdym urzędzie Sudańczykowi robiono kolejne zdjęcia do dokumentów, tylko co z tego? Jak podawało lokalne radio publiczne NDR, w celu wyłudzenia świadczeń w czasie kolejnego rejestrowania się imigranci zmieniają wygląd – zapuszczają brody, obcinają włosy, zakładają okulary.

Sąd w Hanowerze jak zwykle zlitował się nad „biednym uchodźcą” i skazał oszusta tylko na 21 miesięcy więzienia, ale w zawieszeniu, pomimo że prokuratura uzasadniała, iż cechuje go „wysoki poziom energii kryminalnej”. Plus 200 godzin prac społecznych. Oczywiście o żadnej deportacji nie ma nawet mowy bo „do Sudanu się nie deportuje”.

Dlatego też Sudańczycy przodują w tym procederze, a po 6 tożsamości mają nawet najgłupsi z nich. I bardzo trudno jest uwierzyć, że złodziejstwo to ma z jakichś powodów miejsce tylko Dolnej Saksonii. Po prostu tylko tam je na razie wykryto, a w całym kraju są to zapewne tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy takich przypadków.

Trudno się zresztą dziwić tak małej skuteczności niemieckich służb, skoro – jak niedawno pisaliśmy – urzędniczce, która wykryła wspomnianą aferę w Brunszwiku, przełożeni najpierw zabronili informować o tym policji, a kiedy mimo wszystko to zrobiła – zwolnili ją z pracy.

Okazuje się jednak, że ta bolesna lekcja czegoś niemieckich urzędników nauczyła. I po kilku latach wodzenia ich za nos wpadli w końcu na tak odkrywczy pomysł, że przecież imigrantom przy rejestracji można pobierać odciski palców.

We wtorek Federalne Biuro ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) triumfalnie ogłosiło, że pobierze odciski od wszystkich uchodźców przebywających w Niemczech i będzie je porównywać za pośrednictwem centralnej bazy danych, aby zapobiegać używaniu przez nich wielu tożsamości.

Nowa szefowa BAMF Jutta Cordt zapowiedziała w rozmowie z „Passauer Neue Presse”, że zajmą się tym władze lokalne.

Czytaj także: Liczba imigrantów biorących zasiłki podwoiła się! Nie pracują. Ile udźwignie niemiecki socjal?

Ułatwienie: Teraz możesz szybko i wygodnie przeglądać aż sześć polskich serwisów informacyjnych na raz na nowej platformie 5Portali+1.

Reporters.pl

Powiązane artykuły

ObserwujObserwuj